– Nie widzę tu problemu. Na działalność spółek Skarbu Państwa władza polityczna zawsze miała wpływ. To chyba lepiej, że będzie go wywierała w sposób ujęty w dokumencie niż nieoficjalnie, np. podczas spotkań na cmentarzu – słyszymy od posła PiS.

Prawnicy podkreślają jednak, że to polityka krótkowzroczna. Jeśli bowiem spółki będą częściej podejmowały decyzje nie na swoją korzyść, lecz z myślą o interesach państwa, to ono na całej operacji wcale nie zyska.

Czytaj więcej

– Gdy główny akcjonariusz chce uszczuplić majątek przedsiębiorstwa i tłumaczy to realizacją celów publicznych, ekonomia i matematyka nadal pozostają nieubłagane. Okazać się może, że po takim ruchu za jakiś czas trzeba będzie dofinansować firmę – ostrzega adwokat Radosław Płonka, ekspert prawny BCC.

Doktor Szymon Syp z Crido Legal zwraca z kolei uwagę, że proponowane zmiany w statutach mogą być niezgodne z naturą spółki akcyjnej.

– Zadaniem spółki kapitałowej nie jest przecież działanie na rzecz państwa, lecz przede wszystkim na rzecz akcjonariuszy – podkreśla.

Zmiana statutów największych graczy na rynku ma uwolnić ich menedżerów od konsekwencji podejmowania działań niekorzystnych dla spółek. Jak jednak wskazują eksperci, plan do idealnych nie należy.

"Spółka realizuje zadania dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju" – tak brzmi fragment statutu Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa SA.

I w ocenie rządzących jest – w tej lub podobnej formie – bardzo potrzebny w innych spółkach energetycznych. Jeszcze w połowie grudnia planowane są zmiany statutów m.in. PGE oraz Energi. Być może podobnie będzie w przypadku Enei oraz Tauronu.

Jaki cel przyświeca zmianom? W PGE – „wzrost wartości spółki dla akcjonariuszy i kluczowa rola w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego kraju”. Tyle że zdaniem ekspertów prawdziwe intencje są inne. Chodzi przede wszystkim o zdjęcie z członków zarządów spółek energetycznych odpowiedzialności za działania wspierające potrzeby państwa, lecz niekoniecznie korzystne dla samych zarządzanych przez nich biznesów.

Mówiąc wprost: prezesi spółek obawiają się, że po zmianie władzy politycznej zmienią się także menedżerowie w kontrolowanych przez państwo podmiotach. A wtedy mogą chcieć rozliczyć swoich poprzedników.

Drogi odpowiedzialności

Kluczowe są dwa przepisy. Pierwszy to art. 483 kodeksu spółek handlowych. Zgodnie z nim członek zarządu, rady nadzorczej oraz likwidator odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami statutu spółki, chyba że nie ponosi winy. Zarazem menedżer nie może tłumaczyć swoich działań naciskami politycznymi, gdyż z par. 2 art. 483 jest on zobowiązany do dołożenia staranności wynikającej z zawodowego charakteru swojej działalności.

Drugi przepis znajduje się w kodeksie karnym. Chodzi o art. 296. Określa on, że nawet pięć lat pozbawienia wolności może czekać tego, kto będąc zobowiązanym do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby prawnej, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku wyrządza jej znaczną szkodę majątkową.

Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że oskarżyć można by prezesa dużej spółki kontrolowanej przez Skarb Państwa, jeśli udałoby się wykazać powiązanie jego decyzji niekorzystnej dla spółki np. z istotnym spadkiem kursu akcji.

Zmiana statutów przewidująca wprost, że spółki energetyczne powinny patrzeć na swą działalność nie tylko przez pryzmat biznesu, lecz także interesu Rzeczypospolitej, w założeniu ma zdjąć odpowiedzialność z barków menedżerów. Trudno bowiem byłoby wtedy wykazać, że działają oni na szkodę spółki. Co najwyżej na jej szkodę działaliby akcjonariusze, a konkretnie kontrolujący poczynania podmiotów Skarb Państwa.

– Sprawa nie jest tak oczywista. Na pewno nie możemy mówić o całkowitym zwolnieniu z odpowiedzialności karnej. Menedżer będzie musiał ważyć interesy akcjonariuszy i Rzeczypospolitej. Nie powinien jednak działać w oczywisty sposób wbrew tym pierwszym – wskazuje adwokat prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jego zdaniem bez wątpienia nowe postanowienia w statutach w razie ewentualnych postępowań karnych będą przez członków zarządów wykorzystywane jako linia obrony.

– Czy skuteczna, to już zależy od danego przypadku – zastrzega prof. Kruszyński.

Doktor Szymon Syp z Crido Legal J. Ziółek i Wspólnicy oraz autor Antitrust.pl i Korporacyjnie.pl uważa z kolei, że w praktyce w kwestii odpowiedzialności nic się nie zmieni.

– Jeśli taki miałby być cel zmiany statutów, moim zdaniem będzie to nieskuteczne rozwiązanie – wskazuje. – Gdyby bowiem tak ogólne postanowienie w statucie zwalniało członków zarządów z odpowiedzialności, w praktyce oznaczałoby to, że statut wyłącza regulacje z kodeksu spółek handlowych i kodeksu karnego. A tak oczywiście nie jest – argumentuje dr Syp.

Mały może mniej

Inna ważna kwestia to sytuacja akcjonariuszy mniejszościowych. Jeśli bowiem akcjonariusz większościowy wykorzysta swoją siłę do podejmowania działań korzystnych dla niego, lecz niekoniecznie dla całej spółki – kapitałowy plankton będzie czuł się poszkodowany.

Zdaniem dr. Szymona Sypa proponowane postanowienia statutowe wydają się mało konkretne, jednocześnie mogą być niezgodne z naturą spółki akcyjnej.

– Oczywiście akcjonariusze mniejszościowi będą mogli zakwestionować podjęte decyzje. Zastanawiam się jednak, czy warto to czynić – mówi ekspert.

A dlaczego? Jego zdaniem kluczowe będzie dopiero zaskarżanie ewentualnych uchwał realizujących w praktyce postulat działania przez pryzmat potrzeb państwa. Innymi słowy trend można uznać za niepokojący, ale na razie nie warto kruszyć kopii.

Podobnie uważa adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga oraz ekspert prawny BCC. Wskazuje on, że formalnie oczywiście ścieżka sądowa dla akcjonariuszy będzie otwarta. Wskazywanie jednak, jak duże mają oni szanse na zakwestionowanie tak ogólnikowo ujętych postanowień, byłoby na razie wróżeniem z fusów.