- A czemu to miało służyć? Przecież te podsłuchy nie obnażyły żadnej wielkiej afery ani żadnych knowań - mówi Kijowski w "Rzeczpospolitej" i dodaje, że jest czymś obrzydliwym i oburzającym zakładanie nielegalnych podsłuchów i korzystanie przez media z tego typu materiałów.

Jeśli minister Sienkiewicz spotyka się z prezesem NBP i uzgadniają, że poleci minister finansów, a w zamian NBP będzie życzliwy, to nie są to knowania? - pyta Robert Mazurek.

Przecież tam do niczego nie doszło - odbija piłeczkę Kijowski. Mazurek wyprowadza go z błędu i przypomina, że Jacek Rostowski przestał potem być ministrem. - Czy to nie były knowania? - pyta. Kijowskiego zatyka na chwilę, a potem odpowiada powtarza, że czuje obrzydzenie  do podsłuchów. - Staram się tego nie czytać i nie analizować, ale nie wykluczam, że w niektórych sprawach doszło do naruszenia prawa. Jeżeli tak, zapewne były w tej sprawie postępowania wyjaśniające, a pewnie i wyroki sądów.

- Bardziej pana boli, że nagrano polityków PO niż to, co oni tam mówili - pyta Mazurek?

 -Razi mnie to, jak mówili, trochę co, ale dla mnie niesłychanie ważna jest zasada „owocu zatrutego drzewa". Podsłuchy były nielegalne i nikt temu nie przeczy.