To pomyłka. Niemożliwe, by pęczek marchewki kosztował 55 zł - denerwuje się klientka w delikatesach Alma. Jej zdaniem na wywieszce powinno być 5,5 zł. Na tacce leży niewielki pęczek warzyw, mniej więcej 12-centymetrowych młodych roślinek. Niestety, klientka nie ma racji. Ta marchewka kosztuje właśnie tyle, bo jest bio. Czyli pochodzi z upraw ekologicznych. Ubiegłoroczną marchew można już kupić po 7 zł za kilogram. To i tak aż dwa razy tyle, ile ze zwykłej plantacji.

DGP sprawdził ceny koszyka podstawowych produktów. Wynik - żywność ekologiczna jest średnio o 260 proc. droższa niż ta produkowana przy zastosowaniu pasz i nawozów sztucznych.

Pomimo tego popyt na produkty bio (choć nadal stanowi promil w ogólnej sprzedaży żywności) systematycznie rośnie. Agnieszka Górnicka, prezes Inquiry Market Research, wartość rynku w 2013 r. szacuje na ok. 600 mln zł, o 20 proc. więcej w porównaniu z 2012 r. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku to dwucyfrowe tempo wzrostu zostanie utrzymane - podkreśla Agnieszka Górnicka.

Eksperci nie mają złudzeń, ekologiczny rynek rósłby zdecydowanie szybciej, gdyby nie ceny. Biorą się one m.in. z tego, że produkcja takiej żywności sporo kosztuje. Jak tłumaczy prof. dr hab. Jan Kuś z Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Państwowym Instytucie Badawczym w Puławach, rolnicy nie stosują chemicznych środków ochrony roślin, w związku z czym wiele prac związanych np. z pieleniem, zbieraniem szkodników, wykonuje się ręcznie. To podnosi koszty. Równocześnie plony z takich upraw są o 30–40 proc. niższe.

Do tego dochodzi opłata za nadanie certyfikatu ekologicznej uprawy. Uzyskuje się go co roku, a koszty z tym związane wahają się średnio od 780 zł w przypadku gospodarstwa do 5 ha, do 1720 zł, gdy jego powierzchnia wynosi powyżej 100 ha. Stawki nie są wszędzie takie same. Mogą się różnić pomiędzy poszczególnymi jednostkami certyfikującymi. W efekcie rolnicy stawiający na ekologię muszą sprzedawać swoje wyroby drożej od uprawiających metodami przemysłowymi.

Eksperci zwracają również uwagę, że w Polsce przeważają mali producenci, którzy ponoszą gigantyczne koszty transportu. Inaczej jest na Zachodzie, gdzie gospodarstwa współpracują i wspólnie realizują dostawy. Dzięki temu np. w Niemczech żywność bio w sprzedaży detalicznej jest jedynie o 20–30 proc. droższa od zwyczajnej.

Fakt, produkcja bio jest droższa, a transport dużych ilości bardziej opłacalny niż małych, ale to nie uzasadnia cen na półkach sklepowych. Różnice mogłyby być niewiele wyższe niż w Niemczech. To pośrednicy psują rynek - uważa Andrzej Brzyski, właściciel firmy produkcyjnej Bio-Concept Plus. Podkreśla, że sprzedaje jabłka po 3–3,5 zł za kilogram i nie rozumie, dlaczego w sklepie kosztują prawie 18 zł. Karkówkę oferuje po 23 zł, a szynkę po 35 zł i dziwi się, że są klienci gotowi za nie zapłacić niewiele poniżej 90 zł. Podobne zdziwienie wywołują ceny w sklepach z ekologiczną żywnością u wytwórców innych bioproduktów. Namawiają oni do kupowania bezpośrednio od producentów, z pominięciem pośredników starających się wzbogacić na modzie na ekologię.

A czy faktycznie żywność ta jest zdrowsza i chroni nas przed chorobami? Znam tyle samo opracowań i ekspertyz wychwalających zalety żywności bio, co i tych wykazujących, że jej spożywanie nie ma dla organizmu większego znaczenia. Więcej, wiele wskazuje na jej gorszy wpływ na organizm. Autorzy pokazują, że w bioowocach nie wytwarza się np. hormon stresu. W efekcie mają mniej antyoksydantów, czyli przeciwutleniaczy spowalniających proces starzenia się organizmu – tłumaczy dietetyczka z firmy Mój Dietetyk.OPINIA

Sławomir Chłoń prezes zarządu Organic Farma Zdrowi:

W krajach starej Unii udział żywności ekologicznej w całym rynku artykułów spożywczych wynosi 3,5 proc. W naszym kraju to zaledwie 0,3 proc. Nie tylko pod tym względem różnimy się od innych krajów w Europie. Mniej też przeznaczamy na produkty ekologiczne w skali roku. Statystyczny Polak wydaje na tego rodzaju żywność zaledwie 4 euro. Dla porównania Niemiec - 80 euro, Austriak - ponad 100 euro, Szwajcar - 140 euro, a liderami pod tym względem są Duńczycy, którzy rocznie przeznaczają na produkty z certyfikatem 150 euro.

Powodów, dla których Polska tak bardzo odbiega od reszty Europy, jest kilka. Po pierwsze rynek żywności ekologicznej w naszym kraju ma dużo krótszą historię. W zasadzie jest o nim głośno dopiero od kilku lat. Po drugie świadomość konsumentów na temat zalet i walorów tego rodzaju produktów jest ciągle niska. Po trzecie dostępność do nich jest nadal ograniczona. W Polsce żywność ekologiczną oferuje 600 sklepów, z których zaledwie 10 proc. stanowią specjalistyczne placówki, sprzedające wyłącznie produkty z certyfikatem. Na koniec warto dodać czynnik, jakim jest cena. Ekologiczna żywność jest droga, bo wyższe marże narzuca nie tylko producent i pośrednik, ale i handel. Przez to, że jest wytwarzana bez użycia środków chemicznych, szybciej się psuje. Sklep musi uwzględnić straty w swoim narzucie. A wynosi on średnio tyle co w tradycyjnym handlu, czyli 30–40 proc.