Unia Europejska chce zmniejszyć zależność od rosyjskiego gazu. Moskwa odpowiada - nie tak szybko. Na zakończonym w piątek unijnym szczycie, europejscy liderzy zakwestionowali wiarygodność Rosji jako dostawcy i uznali, że Wspólnota musi szukać innych źródeł energii. Ambasador Rosji przy Unii, Władimir Czyżow, w rozmowie z Polskim Radiem, bagatelizuje te zapowiedzi.

Rosja jest głównym dostawcą ropy i gazu do Unii Europejskiej. Bruksela szacuje, że jeśli nic się nie zmieni, to w 2030 roku 80 procent tych surowców zużywanych w Unii będzie pochodzić z Rosji. Wspólnota powinna więc zmienić strategię. Wysyłamy sygnał, że chcemy ograniczyć zależność, szczególnie od Rosji. Podchodzimy do tego niezwykle poważnie - mówił na zakończenie szczytu szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.

Rosyjski ambasador przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow nie wierzy w te deklaracje. Nic nie może konkurować z rosyjskim gazem. Chodzi o cenę i prostotę dostaw. Dlatego w ubiegłym roku dostawy Gazpromu do Unii wzrosły o 16 procent - skomentował w rozmowie z Polskim Radiem rosyjski ambasador. Unijni przywódcy poprosili jednak Komisję Europejską, by do czerwca przygotowała plan, w jaki sposób Wspólnota mogłaby zadbać o swoje bezpieczeństwo energetyczne. Wtedy zweryfikowane będą zapowiedzi dotyczące zmniejszenia zależności od dostaw z Rosji.