Nad Wisłą rosyjskie inwestycje bezpośrednie stanowią zaledwie 0,04 proc. ogółu nakładów zagranicznych. W liczbach bezwzględnych Rosjanie więcej zainwestowali nawet w Estonii, kraju o gospodarce 23-krotnie mniejszej niż nasza, i Słowenii, z którą Moskwy nie łączy prawie nic.

Rosjanie boją się inwestować w Polsce, bo każda większa próba ulokowania pieniędzy nad Wisłą kończy się medialną nagonką – mówi "DGP" Iwan Rassochin, wicedyrektor Centrum Współpracy Biznesowej Polska-Rosja. Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego czujność powinniśmy zachowywać głównie w strategicznych sektorach gospodarki. – Produkcja nawozów z pewnością do nich nie należy. Dlatego trudno mi było zrozumieć zaciekłą walkę o powstrzymanie sprzedaży tarnowskich Azotów rosyjskiemu Akronowi. Chciał on przejąć polskie Azoty nie po to, by je zamknąć, ale zapewne by dorównać swoim rosyjskim konkurentom z JewroChimu – mówi ekspert Centrum im. Adama Smitha.

Nie wszędzie w regionie zresztą polityczne konflikty przekładają się na trudności gospodarcze. Mimo równie tragicznej historii na Litwie i Łotwie Rosja jest szóstym co do wielkości inwestorem. – Tu nie chodzi tylko o przykre doświadczenia historyczne. Polska w odróżnieniu od innych krajów regionu ma wyraźne predyspozycje do bycia gospodarczym i politycznym liderem w regionie. Dlatego Rosjan traktuje bardziej jako konkurentów niż współpracowników – tłumaczy "DGP" Aleksandr Abramow z Wyższej Szkoły Gospodarki w Moskwie. – Dowodem jest choćby konkurencja moskiewskiej i warszawskiej giełdy. Warszawa jest silnym konkurentem dla Rosji w walce o kapitał z Europy Środkowej – dodaje.

Tego nie ma w przypadku Estonii. Choć prowadzi ona asertywną politykę wobec Moskwy, to w tym państwie znajduje się największa poza Nord Streamem rosyjska inwestycja w UE: bałtycki port w Sillamae o mocach przeładunkowych do 4,9 mln ton rocznie. Jeden z tamtejszych terminali należy do Akronu. Innym przykładem bałtyckiej success story jest producent nawozów sztucznych Lifosa z litewskich Kiejdan. W 2002 r. rosyjski JewroChim uratował fabrykę od bankructwa, przejąwszy ją od Amerykanów. Dziś Lifosa jest obecna na rynkach kilkudziesięciu krajów.

Łotwa bezustannie spiera się z Moskwą, ale nie stać nas na przebieranie w inwestorach. Jesteśmy o wiele mniejszą gospodarką niż wy – mówi nam politolog z Rygi Gatis Pelnens. Rosyjska obecność na Łotwie jest tak silna, że często mówi się o niej jako o Londynie dla uboższych Rosjan. – Ważne, by zachowywać proporcje, zwłaszcza w takich branżach jak energetyka czy bankowość – podkreśla Pelnens. Nie oznacza to więc, że państwa nadbałtyckie nie wykazują wobec rosyjskich pieniędzy ostrożności. Na Litwie podejrzane związki z rosyjskim biznesem w 2004 r. kosztowały funkcję prezydenta Rolandasa Paksasa. Impeachment został przeprowadzony, gdy Paksas przyznał litewskie obywatelstwo biznesmenowi Jurijowi Borisowowi, sponsorowi jego kampanii wyborczej.

Dwa lata później, po wygraniu przez Orlen przetargu na zakup litewskiej rafinerii w Możejkach, doszło do awarii biegnącego z Rosji rurociągu doprowadzającego surowiec do zakładu. Niektórzy podejrzewali, że termin awarii nie był przypadkowy. Po latach publikujący przecieki z amerykańskich depesz dyplomatycznych WikiLeaks ujawnił, że usterka została sfingowana na polecenie rosyjskiego wicepremiera.

Podejrzliwości wobec rosyjskich pieniędzy, zwłaszcza pochodzących od kontrolowanych przez Kreml państwowych koncernów, nie kryją też Czechy. Wśród dwóch konsorcjów walczących o prawo do rozbudowy elektrowni atomowej w Temelinie jest sojusz Atomstrojeksport – Gidropriess – Skoda. Jeden z czeskich ekspertów mówił "DGP" o powstałym nad Wełtawą wrażeniu, iż Rosjanom chcą ten przetarg wygrać po to, by później celowo hamować inwestycję. Dla Moskwy priorytet w walce o rynki eksportowe ma bowiem budowana już siłownia jądrowa w obwodzie kaliningradzkim.

W naszym regionie są też dwa państwa, w których skumulowana wartość rosyjskich inwestycji jest ujemna (czyli zobowiązania przekraczają wkład). Na Węgrzech wynika to z udanych starań premiera Viktora Orbana i wykupienia w 2011 r. udziałów Surgutnieftiegazu w energetycznym koncernie MOL. Rząd podejrzewał Rosjan o próbę wrogiego przejęcia, po tym jak firma z Surgutu odkupiła udziały od Austriaków. Jeszcze inaczej jest tłumaczony brak rosyjskich inwestycji na Słowacji. Rosyjski inwestor nie potrzebuje Słowacji, bo jest za mała. Słowacja jest dla Rosji przede wszystkim korytarzem tranzytowym dla surowców – pisze bratysławski tygodnik „Trend”, powołując się na niewymienionego z nazwiska rosyjskiego specjalistę.