Aby spełnić nowe wymogi, unijni armatorzy będą musieli zmodernizować flotę. Ale nie wszyscy. – Regulacje dotyczą tylko Bałtyku i Morza Północnego. Nie zaostrzono norm emisyjnych dla Morza Śródziemnego – zauważa prof. Tadeusz Borowski z Akademii Morskiej w Szczecinie. Jak podkreśla, sprzeciw Greków i Włochów skutecznie zablokował takie plany Komisji Europejskiej.

Polska nie protestowała wystarczająco głośno. Finowie, których gospodarka uzależniona jest od żeglugi morskiej, wynegocjowali okresy przejściowe. Niekorzystne dla krajów bałtyckich regulacje Parlament Europejski we wrześniu przegłosował miażdżącą większością głosów.

Nowa dyrektywa przeszła niezauważona, choć jej wpływ na region będzie gigantyczny. Na 3 tys. statków pływających po Bałtyku trzeba będzie wymienić silniki lub zamontować specjalne urządzenia, tzw. skrubery. Analitycy szacują, że ceny frachtu mogą wzrosnąć nawet o 40 proc. Stracić może na tym m.in. Orlen, importujący ropę tankowcami.

Przepisy nie dotkną jednak Rosji, której flota jest największym użytkownikiem bałtyckich wód i w największym stopniu je zanieczyszcza.