W opinii eksperta rynku ropy i gazu Andrzeja Szczęśniaka, obecnie nie ma podstaw do negocjacji ceny gazu w kontrakcie z Gazpromem. "Taka podstawa jest oczywiście potrzebna, żeby się skarżyć do arbitrażu. (...) PGNiG musi oczywiście pod naciskiem politycznym i medialnym, opinii publicznej informować, że trzeba coś z tym gazem i Rosjanami zrobić - musi iść w kierunku negocjacji, starań o obniżkę ceny i poprawę warunków w kontrakcie.

(...) Nie widać jednak podstaw też do takich negocjacji - w umowie zapisano m.in., że mogłyby się rozpocząć w warunkach gwałtownych zmian sytuacji na rynku. Tymczasem ceny spotowe gazu są dużo wyższe niż w ubiegłym roku. Wtedy może była podstawa, obecnie już nie" - zaznaczył.

Szczęśniak uważa, że w sytuacji, gdyby sprawa trafiła do arbitrażu, zostanie przez taki sąd prawdopodobnie odrzucona. "Myślę, że PGNiG będzie musiało pod naciskiem polityczno-medialnym złożyć takie roszczenie. Nie mówię oczywiście, że nie ma żadnych szans. (...) Szanse na sukces są jednak marne" - zaznaczył.

Również były prezes PGNiG Andrzej Lipko uważa, że szanse na obniżenie ceny gazu w kontrakcie z Gazpromem w wyniku postępowania arbitrażowego są niewielkie. "Oczywiście nie przesądzam wyniku. Jednak Polska nie ma obecnie dostępu do innych zasobów gazu niż rosyjskie, a terminal LNG jest w trakcie budowy. 

>>> Jak wyglądają negocjacje PGNiG z Gazpromem

Z zapisów kontraktowych wynika, że cena może zostać obniżona w wyniku negocjacji - w okresach nie krótszych niż raz na trzy lata - w warunkach istotnych zmian rynkowych. Takich zmian nie widać. Stoimy na dużo gorszej pozycji negocjacyjnej niż Rosjanie. Spotykamy się z dyktatem warunków przez stronę rosyjską" - zaznaczył.

W opinii byłego wicepremiera Janusza Steinhoffa trudno wyrokować, jaki będzie wynik ewentualnego arbitrażu w sporze pomiędzy PGNiG a Gazpromem. "Problem polega na tym, czy cena gazu powinna wynikać tylko z ceny ropy, czy też uwzględniać realia rynku, na którym następuje obrót gazem skroplonym. Oczywiście strona polska uważa, że miks tych dwóch uwarunkowań byłby racjonalny, natomiast Rosjanie trzymają się tego, co dla nich jest najbardziej korzystne" - zaznaczył.

Jak wyjaśnił, rynek gazu skroplonego na świecie jest coraz większy. "On podlega normalnemu obrotowi, to nie są sztywne kontrakty. Dlatego też ta cena jest wypadkową aktualnej sytuacji na rynku. Gaz sieciowy powinien uwzględniać te uwarunkowania. To jest moja opinia, jak i opinia PGNiG" - zaznaczył.

"Od lat mówię to samo - Polska powinna stworzyć alternatywę dla dostaw gazu ze Wschodu. Szkoda, że nie doszły do skutku kontrakt norweski i kontrakt duński. Bylibyśmy obecnie w zupełnie innej sytuacji. Dobrze natomiast, że budujemy terminal LNG i zbudowaliśmy gazowe połączenia transgraniczne z Niemcami i Czechami" - dodał.

PGNiG poinformował w ubiegłym tygodniu PAP, że negocjacje między spółką a Gazpromem ws. nowych warunków cenowych na gaz importowany do Polski weszły w decydującą fazę. Jeżeli nie uda się wypracować porozumienia do końca października, PGNiG zamierza złożyć wniosek do sądu arbitrażowego z siedzibą w Sztokholmie. Spółka przypomniała też, że w kwietniu br. złożyła formalny wniosek w sprawie zmian cen gazu. PGNiG chce obniżki ceny "ze względu na istotne zmiany, które zaszły w ostatnim okresie na europejskim rynku gazu oraz w celu odzwierciedlenia poziomu ceny rynkowej w Unii Europejskiej w kontraktach z Gazpromem".

Gazprom tymczasem uważa, że formalnie nie negocjuje z PGNiG obniżki ceny gazu dla Polski, a jedynie prowadzi konsultacje nt. sytuacji na rynku gazu. W ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla PAP wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew powiedział, że cena eksportowanego do Polski gazu po 2009 roku może zostać obniżona tylko w warunkach istotnych zmian rynkowych, np. stosunkowo niskiej ceny tego surowca w kontraktach spotowych. "Tymczasem ceny gazu w tych kontraktach wzrosły znacznie od czasu, gdy wiele firm zwracało się do Gazpromu o rewizję ceny" - powiedział wtedy. Jego zdaniem Gazprom nie jest z PGNiG w sporze, który mógłby zostać rozwiązany przed trybunałem arbitrażowym.