Jak przypomniała rzeczniczka, w kwietniu br. PGNiG złożyło formalny wniosek w sprawie zmian cen gazu.

"W razie braku porozumienia Spółka złoży wniosek do arbitrażu. Umożliwiają to zapisy zawarte w art. 15 Kontraktu Jamalskiego, który określa, że w przypadku braku porozumienia stron w ciągu 6 miesięcy od daty żądania renegocjacji cen, każda ze stron ma prawo przekazać sprawę do sądu arbitrażowego z siedzibą w Sztokholmie" - napisała Zakrzewska w przekazanym w środę PAP oświadczeniu.

"Procedura postępowania przewiduje, iż strona wnioskująca o arbitraż informuje o tym drugą stronę listem poleconym, podając nazwisko arbitra i przedmiot sporu. W ciągu 30 dni od otrzymania listu druga strona wybiera i wskazuje drugiego arbitra.

Obaj arbitrzy w ciągu 30 dni od ich wybrania wskazują Przewodniczącego Arbitrażu. Arbitraż podejmuje decyzje większością głosów. Decyzja arbitrażu powinna być podjęta w ciągu trzech miesięcy od daty powołania Przewodniczącego Arbitrażu. Postępowanie prowadzone będzie zgodnie z zasadami UNICITRAL Arbitration Rules" - wyjaśniła rzeczniczka.

Dodała, że ze względu na istotne zmiany, które zaszły w ostatnim okresie na europejskim rynku gazu oraz w celu odzwierciedlenia poziomu ceny rynkowej w Unii Europejskiej w kontraktach z Gazpromem, większość europejskich odbiorców rosyjskiego gazu zdecydowała się na renegocjowanie cen. Także PGNiG uznało, że niezbędne jest dokonanie takiej korekty.

Zakrzewska poinformowała, że w ostatni piątek miało odbyć się spotkanie przedstawicieli PGNiG i Gazpromu przy okazji posiedzenia Rady Nadzorczej spółki EuRoPol Gaz.

"Niestety, do spotkania nie doszło. Przedstawiciele Gazpromu - zaraz po otwarciu nowej siedziby spółki EuRoPol Gaz - wyjechali na lotnisko. Odmienne informacje na temat okoliczności tego spotkania przekazywane przez stronę rosyjską należy traktować jako element strategii negocjacyjnej. PGNiG ma nadzieję na wypracowanie porozumienia do końca października br." - zaznaczyła rzeczniczka.

Tymczasem Aleksandr Miedwiedwiew, z Gazpromu, twierdzi, że to nieprawda, że PGNiG negocjuje z nami obniżenie ceny gazu. - "W mediach pojawiają się nieprawdziwe informacje na ten temat. W kontrakcie jamalskim zapisaliśmy, że cena eksportowanego przez nas do Polski gazu po 2009 roku może zostać obniżona tylko w warunkach istotnych zmian rynkowych, np. stosunkowo niskiej ceny tego surowca w kontraktach spotowych. Tymczasem ceny gazu w tych kontraktach wzrosły znacznie od czasu, gdy wiele firm zwracało się do Gazpromu o rewizję ceny.

Wtedy różnica pomiędzy ceną spotową a ceną w kontraktach długoterminowych, indeksowaną cenami ropy naftowej, była istotna, a obecnie jest niewielka. Kilka dni temu za 1 tys. metrów sześciennych gazu trzeba było zapłacić 420 dolarów, a to bardzo dużo. Obserwujemy też tylko niewielkie spadki cen ropy WTI i Brent. Z PGNiG prowadzimy tylko konsultacje na temat sytuacji na rynku gazu. Sytuacja na rynku nie jest łatwa i mamy nadzieję, że wiele firm zdało sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że wszyscy to zrozumieją"


PAP: Co było zatem głównym tematem rozmów, które prowadził Pan w Warszawie?

A.M.: Rozmawialiśmy z PGNiG o współpracy przy budowie elektrowni gazowych w Polsce. Jesteśmy zainteresowani ich budową nie tylko w Polsce; są przyszłością europejskiej energetyki. Gaz jest niskoemisyjnym paliwem - dzięki niemu UE może osiągnąć cele ograniczenia emisji CO2. Nie zapominamy też, że PGNiG jest firmą upstreamową - dyskutowaliśmy o współpracy przy projektach wydobywczych.

To może być także współpraca w poszukiwaniach i wydobyciu gazu łupkowego, ponieważ Gazprom ma technologię, która jest wykorzystywana w podobnych projektach - przy wydobyciu metanu w kopalniach węgla. Nie interesowaliśmy się dotychczas koncesjami gazu łupkowego w Polsce, ale obserwujemy ten rynek. Spotkaliśmy się z Radą Nadzorczą EuRoPol Gazu. Finalizowaliśmy decyzje, które zostały zawarte w porozumieniu Gaz-Systemu z EuRoPol Gazem, dotyczącym operatora polskiego odcinka gazociągu jamalskiego. Wymagało ono m.in. dostosowania jego warunków do prawa rosyjskiego i polskiego, a to zabiera czas.

PAP: Wiceprezes PGNiG Radosław Dudziński mówił na konferencji przed kilkoma tygodniami, że jeśli nie dojdzie do rewizji ceny w kontrakcie jamalskim, spółka będzie dochodziła swoich praw przed trybunałem arbitrażowym.

A.M.: Powtórzę, że nie prowadzimy rozmów na temat obniżki ceny dla Polski w kontrakcie jamalskim, więc nie ma też sporu, który moglibyśmy rozwiązać przed trybunałem arbitrażowym. Spotkałem się z prezesem Dudzińskim i wymienialiśmy tylko opinie o sytuacji na rynku gazu.

PAP: Co jest przyczyną wysokich cen gazu w kontraktach spotowych i wysokich cen ropy naftowej?

A.M.: Na świecie skończyła się już epoka taniej ropy naftowej i taniego gazu, z bardzo prostego powodu - dużego popytu na te surowce na Dalekim Wschodzie: w Chinach, Indiach, Wietnamie, Pakistanie czy Bangladeszu. Także rosyjska gospodarka konsumuje coraz więcej energii i potrzebuje więcej surowców. Konsumpcja ropy naftowej i gazu będzie się zwiększać, a wraz ze wzrostem popytu rosną koszty produkcji.

Program inwestycyjny Gazpromu na najbliższe lata przekracza 30 mld dolarów, zarówno jeśli chodzi o upstream, czyli sektor wydobywczy, jak i downstream, sektor dystrybucyjny. Wysokie ceny surowców to też pokłosie światowego kryzysu i obecnych problemów Europy. Mam na myślę sytuację w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. Rynki są ciągle pod wpływem docierających z tych krajów negatywnych informacji gospodarczych. Ceny spotowe gazu przekroczyły 400 dolarów za 1 tys. metrów sześciennych i są ciągle nieprzewidywalne.


PAP: Jakie są szanse na wybudowanie trzeciej nitki gazociągu Nord Stream?

A.M.: Rozważamy to. Potrzebny jest popyt na odpowiednią ilość gazu, żebyśmy mogli się na to zdecydować. Rosja jest gotowa dostarczać do Europy tyle gazu, ile tylko Europa potrzebuje. Jeśli połączymy przepustowości gazociągu Nord Stream, planowanych South Stream i Nabucco, także terminali LNG, może okazać się, że ciągle jest przestrzeń na dostawy gazu, nawet nie w najbardziej popytowo optymistycznym scenariuszu. Tak więc wszystko będzie zależało od odpowiedzi przez naszych partnerów w Europie na pytanie, ile gazu będą potrzebować.

PAP: Czy możliwe jest połączenie Nord Streamu bezpośrednio z polską siecią przesyłową?

A.M.: Integracja europejskich sieci gazociągów jest w trakcie. Na pytanie, czy takie połączenie byłoby potrzebne, czy też nie, mogłoby odpowiedzieć studium wykonalności dla takiego projektu. Przypomnę, że w przeszłości rozważany był pomysł przebiegu gazociągu przez Polskę.

PAP: Czy decyzja o budowie trzeciej nitki Nord Streamu oznacza rezygnację z realizacji projektu South Stream?

A.M.: Zdecydowanie nie. To zupełnie niezależne projekty.

PAP: Czy South Stream jest konkurencyjnym projektem wobec europejskiego projektu budowy gazociągu Nabucco?

A.M.: Nabucco ma zdywersyfikować źródła dostaw gazu do państw Unii Europejskiej, South Stream z kolei ma zdywersyfikować rosyjskie drogi eksportu gazu. Mamy zasoby, które mogłyby być transportowane South Streamem do Europy, mamy kontrakty na surowiec, mamy partnerów w tym projekcie - niemiecki BASF, francuskie Electricite de France, włoskie ENI - i wreszcie mamy know-how. Europa będzie potrzebowała więcej gazu i dlatego też te projektu nie są i nie będą wobec siebie konkurencyjne.


PAP: Komisja Europejska rozpoczęła niedawno kontrole w spółkach gazowych w UE. Jak te działania ocenia Gazprom?

A.M.: Komisja Europejska zabiega o konkurencyjność na europejskim rynku gazu. Ale wygląda to troszkę dziwnie, gdy rozpoczyna kontrole w firmach, dzięki którym na rynku rozwija się konkurencja. Prowadzimy działania zgodne z europejskim prawem i nie mamy niczego do ukrycia. Jestem pewien, że analizowane przez Komisję Europejską dokumenty pozwolą jej dotrzeć do prostej konkluzji - że wszystkie podejrzenia były bezpodstawne.

PAP: Jaka jest obecnie globalna strategia Gazpromu?

A.M.: Europa była, jest i pozostanie dla nas najważniejszym rynkiem. Rozwijają się jednak nowe i mam na myśli nie tylko Chiny. Realizujemy projekt budowy gazociągu do Korei Południowej poprzez terytorium Korei Północnej. Podpiszemy kontrakt na dostawy gazu prawdopodobnie w pierwszej połowie przyszłego roku, na 10-12 mld metrów sześciennych surowca rocznie. Rozważamy też produkcję gazu LNG na Dalekim Wschodzie - na Sachalinie - i budowę elektrowni LNG w pobliżu Władywostoku. Mamy takie zasoby gazu, które umożliwią realizację tych projektów. Przed rozpoczęcie produkcji chcemy jednak najpierw ten gaz sprzedać.

PAP: Czy mógłby Pan przybliżyć najbliższe projekty wydobywcze Gazpromu w Rosji?

A.M.: W przyszłym roku rozpoczniemy eksploatację z pola Bovanenkovo, jednego z głównych rezerwuarów gazu na Półwyspie Jamalskim. Mamy też projekty we Wschodniej Syberii - na polach Chayanda i Kovykta. Oba będą opierać się na wzroście popytu na gaz w Rosji i poza Rosją. Planujemy też wydobycie poza granicami Rosji, m.in. w północnej Afryce. Sytuacja w Libii staje się coraz bardziej stabilna, przewidywalna i będziemy kontynuowali nasze działania w tym kraju. Mamy projekt wydobywczy w Algierii, także Wietnamie. Będziemy także wydobywali gaz w Wenezueli.

PAP: Kilka dni temu gościł Pan w Chinach. Jakie efekty dla Gazpromu przyniosła ta wizyta?

A.M.: Rozwój gospodarczy Chin uzależniony jest od źródeł energii, a Rosja chce dostarczać na ten rynek zarówno gaz, jak i ropę naftową. Jesteśmy członkami grupy BRIC, skupiającej najbardziej dynamicznie rozwijające się gospodarki świata. W Pekinie podpisaliśmy deklarację o współpracy i modernizacji, która otwiera nową drogę we wzajemnych stosunkach. Dzięki niej w relacjach gospodarczych będziemy mogli użyć nowych instrumentów, takich jak specjalne prywatne fundusze inwestycyjne. Wyeliminowaliśmy wzajemne nieporozumienia w kwestii cen ropy naftowej i gazu.

Premier Władimir Putin podkreślił, że porozumienie Gazpromu z China National Petroleum Corporation (CNPC) to otwarcie drzwi dla współpracy naszych krajów. Chińczycy potwierdzili też zamiar zakupu od Gazpromu 30 mld metrów sześciennych gazu rocznie. To naprawdę dużo. Chińczycy nie będą w stanie pokryć swojego popytu na gaz ziemny, który szacowany jest nawet na 200 mld metrów sześciennych rocznie, z eksploatacji gazu z łupków. Opłacalność tej części rynku jest też ciągle pod znakiem zapytania.