We wczorajszych wyborach parlamentarnych Finowie decydowali nie tylko o losach swojego kraju, lecz także o przyszłości oddalonej o 3350 km Portugalii. Finlandia jest jedynym państwem strefy euro, gdzie pomoc finansowa musi być zatwierdzona przez parlament.

Według pierwszych wyników (po obliczeniu 30 proc. głosów) największe poparcie (20,2 proc.) uzyskała współrządząca do tej pory konserwatywna Koalicja Narodowa kierowana przez ministra finansów Jyrki Katainena. Zaraz za nią jest opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Finlandii (19,5 proc.) Najbardziej znaczący jest jednak spektakularny sukces populistyczno-eurosceptycznego ugrupowania Prawdziwi Finowie, który uzyskał 18,6 proc. głosów wobec 3,7 proc. w poprzednich wyborach. Partia Centrum premier Mari Kiviniemi uzyskała natomiast zaledwie 17,3 proc. głosów, wyraźnie mniej niż 4 lata temu (24,8 proc.).

Wprawdzie Katainen i Kiviniemi deklarowali, że będą współpracować tylko z partiami, które są proeuropejskie i popierają pomoc finansową dla zagrożonych państw, ale jeśli zabraknie im większości, mogą zmienić zdanie.

Zresztą i bez koalicji z Prawdziwymi Finami przeforsowanie bailoutu nie będzie łatwe. Partie, które się mu sprzeciwiają, w sondażach miały prawie 46 proc. (przeciwni pomocy są także proeuropejscy socjaldemokraci i kilka mniejszych ugrupowań). W odpowiedzi na takie nastroje społeczne nawet premier Kiviniemi zapowiedziała, że będzie zabiegać, by Portugalia przyjęła twarde warunki pomocy. Aby Portugalia dostała pieniądze, bez których nie będzie w stanie spłacić swoich zobowiązań, pomoc musi zatwierdzić wszystkie 17 państw strefy euro.

– Mieliśmy swój własny kryzys na początku lat 90. i wyszliśmy z tego bałaganu bez żadnej pomocy z zewnątrz, więc ludzie pytają, dlaczego teraz mamy płacić za to, że kraje południowej Europy są w kłopotach – mówi „Financial Times” Jan Sundberg, politolog z uniwersytetu w Helsinkach.

Fiński kryzys był efektem załamania się eksportu na wschód po upadku Związku Radzieckiego, na co jeszcze się nałożyły problemy sektora bankowego. W efekcie w maju 1994 r. bezrobocie osiągnęło 19,9 proc. Dziś Finlandia – nawet mimo załamania spowodowanego światowym kryzysem 2008 – 2009 – jest jedną z niewielu zdrowych gospodarek Unii. Jako jedyna obok niewielkiego Luksemburga nie przekracza limitów deficytu budżetowego i długu publicznego. Jest także jednym z sześciu państw, które mają maksymalny rating wiarygodności kredytowej – AAA.

– Finowie słusznie pytają, dlaczego mamy poświęcać własne podatki na ratowanie Grecji, która przez długi czas żyła ponad stan, czy Irlandii, której banki beztrosko pożyczały. Ale choć wielu uważa, że sprzeciw wobec tego jest uzasadniony, sądzi zarazem, że pozostawienie Portugalii, by się broniła sama, byłoby niebezpieczne – mówi Bloombergowi Sixten Korkman, dyrektor Fińskiego Forum Biznesu i Polityki. Portugalczycy mają nadzieję, że głosy tych ostatnich jednak przeważą.