W ubiegłym roku eksport wyniósł 469,2 mld zł i był wyższy niż w 2009 r. o 10,8 proc. Jeszcze szybciej rósł jednak import – o 12,9 proc. i wyniósł 523 mld zł. W efekcie bilans obrotów handlowych zamknął się ujemnym saldem 53,8 mld zł – podał Główny Urząd Statystyczny. "Jest ono o niemal 14 mld zł wyższe niż w 2009 r. To efekt wzrostu konsumpcji w Polsce" - uważa Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA.

Jego zdaniem prognozowany na ten rok spadek bezrobocia – do ok. 10 proc. – i wzrost dochodów – o ok. 4,8 proc. – spowodują, że będziemy kupowali jeszcze więcej. To z kolei przyczyni się do jeszcze większego wzrostu ujemnego salda obrotów. Zdecydowanie szybciej niż z krajami strefy euro rósł handel Polski z państwami Europy Centralnej i Wschodniej – przede wszystkim z Rosją i Ukrainą. Nasz import do Eurolandu zwiększył się przez rok o 6,6 proc., gdy do ECiW o ponad 37,3 proc. Eksport odpowiednio o 8,6 proc. i 22 proc.

– Na wzrost importu z regionu Europy Centralnej i Wschodniej miał nie tyle wpływ wzrost wolumenu, co rosnąca cena surowców – tłumaczy Marcin Mrowiec. Baryłka ropy np. w ubiegłym roku w porównaniu z 2009 r. podrożała o ok. 35 proc. – dochodząc do 95 dol. Ekonomiści są przekonani, że udział regionu Europy Centralnej i Wschodniej w polskim handlu powinien rosnąć również w tym roku.