Uzgodnień w tej sprawie dokonali w piątek w rozmowie telefonicznej premier Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej Manuel Barroso. Jak poinformował PAP wiceminister finansów Ludwik Kotecki, Komisja Europejska określi mechanizm odliczania kosztów reformy emerytalnej najpóźniej w kwietniu 2011 r.

Poseł PO Jarosław Gowin ocenił w sobotę w rozmowie z dziennikarzami, że porozumienie to duży sukces polskiego rządu. "Jesteśmy jednym z nielicznych państw w Europie, które podjęły reformę systemu emerytalnego i z tego powodu byliśmy do tej pory karani arbitralnym, irracjonalnym sposobem księgowego przeliczania długu" - powiedział Gowin.

Jego zdaniem porozumienie daje Polsce oddech, ale nie oznacza, że możemy się dalej zadłużać i odkładać reformy. Według Gowina jeśli Polska chce uniknąć przekroczenia tzw. drugiego progu ostrożnościowego, kiedy relacja długu publicznego do PKB przekroczyłaby 55 proc., to najbliższe lata należy poświęcić na głębokie reformy systemu ubezpieczeń społecznych i finansów publicznych.

Z kolei Jarosław Kalinowski (PSL) zwrócił uwagę, że w piątek podano do publicznej wiadomości jedynie zapowiedź, której szczegóły będą znane wiosną. "To jest na pewno dobra informacja, bo ta reforma systemu emerytalnego zrobiona w Polsce w 1999 r. jest bardzo kosztowna, ale ona jest w swoich podstawach słuszna" - powiedział Kalinowski. Według niego tylko część transferów do OFE Polska będzie mogła odliczać od długu publicznego. "To w najmniejszym stopniu nie powinno nas zwalniać od podejmowania bardzo trudnych, nawet w terminie przedwyborczym, decyzji dotyczących finansów publicznych, w tym również naprawiania systemu OFE, żeby był bardziej efektywny i mniej kosztowny dla budżetu" - dodał Kalinowski.


Natomiast wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński (PiS) nazwał porozumienie Polski z KE "klasyczną sztuczką księgową". "Ona rzeczywiście powoduje, że na papierze dług nie przekroczy 55 proc., ale my musimy pamiętać o faktach. Polacy do tej pory włożyli ze swoich własnych funduszy do OFE ponad 200 mld zł i co z tego mają? 26 zł emerytury wypłacanej w tym roku, czy w przyszłym roku" - mówił poseł PiS. Dodał, że rząd w 2008 i 2009 r. zwiększył wydatki o ponad 140 mld zł, "kupując sobie popularność, ale zadłużając Polskę wielokrotnie więcej aniżeli w latach 70.".

Również wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich (SLD) ocenił, że kompromis z UE "to operacja czysto wirtualna, czysto księgowa". "Ona nie sprawia, że dzisiejszy nie najlepszy stan polskich finansów i polskiej gospodarki raptem zaczyna być lepszy. To służy temu, żeby nie wpaść w pułapkę i przekroczenie tego progu ostrożnościowego. To tylko odracza egzekucję" - przekonywał Wenderlich.

Natomiast Paweł Poncyljusz (PJN) mówił, że problem liczenia transferów do OFE jest sztuczny, a dyskusja o nim - czysto księgowa. Zaproponował zmianę system, która polegałaby na tym, że Polacy mieliby obowiązek odkładać pieniądze na emeryturę, ale sami decydowaliby w jakiej instytucji. "Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić zapisów mówiący o obowiązkowym ubezpieczeniu, ale każdy Polak decyduje, czy przekazuje to do OFE, czy do jakichś innych funduszów inwestycyjnych, byle tylko obowiązkowo to odprowadził i wykazał się tym przed odpowiednimi instytucjami państwowymi" - powiedział Poncyljusz.