Rząd puści nas z torbami
Masz samochód? Masz problem. Bo rząd już wie, kto zrzuci się na ratowanie budżetu. To wszyscy posiadacze aut. Wzrost podatków i dodatkowych opłat sprawi, że za litr paliwa będziemy płacić nawet kilkanaście groszy więcej. A to dopiero początek podwyżek, bo nie ma co liczyć na taniejącą ropę i mocnego złotego.
- Rząd podniesie VAT. Zapłacą kierowcy
- Paliwa drogie. Bo rząd się pomylił
- Oto, co szykuje nam Platforma
- Niemcy uratowali złotego. Na moment
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od przyszłego roku podatki i opłaty nakładane przez rząd sprawią, że za litr paliwa zapłacimy nawet o 20 groszy więcej. Inflacja może wzrosnąć do 3 procent. Taniej już było. W przyszłym roku czeka nas duży wzrost cen paliw, i to niezależnie od tego, czy ropa zdrożeje na światowych rynkach. To państwo szykuje rekordową porcję podwyżek podatków i opłat, którymi jest obciążony litr benzyny.
Policzmy. W styczniu podwyżka VAT z 22 do 23 procent. Przy dzisiejszych cenach oznacza to wzrost ceny litra benzyny 95 o około 4 grosze. Maj to likwidacja ulgi akcyzowej dla biokomponentów i wzrost ceny o kolejnych 5 – 7 groszy. W 2011 roku czekają nas też zmiany opłat w systemie zapasów obowiązkowych, co będzie kosztowało kierowców 5 groszy na litrze. I będziemy mieli jeszcze wprowadzone przez Unię nowe zasady certyfikowania biopaliw za 2 – 4 grosze na litrze.
Łącznie w scenariuszu pesymistycznym mamy 20 groszy podwyżki, w nieco bardziej optymistycznym kilkanaście groszy. Pocieszeniem może być to, że do tych administracyjnych podwyżek prawdopodobnie nie dołoży się ropa na światowych rynkach. "Cena baryłki może nawet nieznacznie spaść, około 5 dolarów" - mówi Rafał Zywert, analityk BM Reflex. Ale nie zniweluje to wprowadzenia dodatkowych opłat. Powód: tracący na wartości złoty, który według ekspertów banku Raiffeissen na początku przyszłego roku osłabi się nawet o 20 groszy wobec dolara.
Przyszłoroczne podwyżki cen paliw uderzą nie tylko w kierowców. Odczuje je cała gospodarka. "W przyszłym roku spodziewamy się wzrostu inflacji do około 3 proc. Jeśli paliwo podrożeje w takiej skali, to można oczekiwać wzrostu inflacji do 3,2 proc." - mówi Adam Czerniak z Invest-Banku. Czy to już koniec? Niestety, wiele wskazuje na to, że w 2012 roku czeka nas wzrost akcyzy na olej napędowy. Niewiadomą jest też podwyżka VAT.
Państwo nie odpuści sobie dodatkowych wpływów do budżetu poprzez podniesienie podatków i opłat od paliw. Gdyby nie one, litr benzyny kosztowałby 1,82 zł, a diesla – 1,93 zł.















































~wikon2010-08-19 09:10
Cud rządu Tuska skończył się po 100 dniach ,ale bielmo z oczu ludzi opada dopiero po 1000 dniach
~dds2010-08-19 09:09
I dobrze. Wszystko za darmo szkoły, przedszkola ,służba lekarzy. .Trzeba płacić..
~dddddd2010-08-19 09:08
3x15 !
~artysta2010-08-19 09:07
Problemem jest nie tylko to, że mamy premiera-leniuszka. Problemem jest to, że ten lubiący wypoczynek premier wypoczywa także w pracy. I to jest najśmieszniejsze – tak bardzo męczy Donalda Tuska nicnierobienie w pracy, że musi od tego odpocząć nicnierobieniem na wakacjach.
Donald Tusk to z całą pewnością najczęściej odpoczywający premier po 1989 r. Już w pierwszym roku swoich rządów był dwukrotnie na wakacjach. Nie przemęczał się także w następnych latach. Teraz, jak mniemam, również wygrzewa się w jakichś ciepłych krajach. Nie żebym mu zazdrościł, bo sam niedawno wróciłem z fajnych dwutygodniowych wakacji w miłym klimacie, ale nie ja obiecywałem Polakom drugą Irlandię, cud gospodarczy, tysiące kilometrów autostrad i jeszcze kilka innych drobiazgów.
Problemem zresztą nie jest tylko to, że mamy premiera-leniuszka. Problemem jest to, że ten lubiący wypoczynek premier wypoczywa także w pracy. I to jest najśmieszniejsze – tak bardzo męczy Donalda Tuska nicnierobienie w pracy, że musi od tego odpocząć nicnierobieniem na wakacjach. I ja go rozumiem, ja mu współczuję – bo każdy z nas miał chyba kiedyś taką pracę, w której któregoś dnia nic się nie działo, nic nie trzeba było robić, a godziny dłużyły się niemiłosiernie. Człowiek patrzył na zegar i widział, jak wskazówki roztapiają się jak na obrazie Salvadora Dali. Mucha stanowiła główny punkt odniesienia i jedyną rozrywkę. A w komputerze grało się jedynie w jakieś głupie gry. Każdy z nas miał taki dzień lub dwa, prawda?
No to sobie wyobraźcie, zawistnicy, jak musi czuć się premier, który w ten sposób spędził już prawie trzy lata?! I zrozumcie go – on musi choć trochę od tego odpocząć. Wycofuję się więc z pretensji wobec pana premiera i życzę mu jak najdłuższego i jak najbardziej efektywnego odpoczynku od odpoczynku. Niech pan się zrelaksuje, bo już za tydzień czy dwa czeka pana powrót do tego koszmaru w kancelarii prezesa rady ministrów. I znowu ten zegar. I ta mucha...
~weteran2010-08-19 09:06
1. Sformułowanie „gołodupce”zaczerpnąłem z jednego z ostatnich wywiadów prof . Krzysztofa Rybińskiego, który niezwykle krytycznie ocenia rządy Donalda Tuska. Jeszcze kilka lat temu Rybiński był wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego, a obecnie jest profesorem SGH, a więc człowiekiem raczej nie skorym do pochopnych czy nieodpowiedzialnych sądów.
Zresztą w wywiadzie znalazło się jeszcze jedno wręcz szokujące stwierdzenie Rybińskiego,że przeprosił Leppera za porównanie go z Tuskiem, bo Lepper tylko zapowiadał groźne dla finansów publicznych pomysły, a Tusk je niestety realizuje.
2.Sam wielokrotnie zwracałem uwagę na gwałtowny przyrost deficytu finansów publicznych sięgający od 3 lat 7% PKB rocznie, co przy obecnej wartości PKB oznacza kwotę bliską 100 mld zł. A przecież na koniec 2007 roku ten deficyt wynosił tylko 1,9% PKB co pozwoliło na zakończenie procedury nadmiernego deficytu, wszczętej wcześniej przez Komisję Europejską. W roku 2009 ta procedura została wobec Polski wszczęta ponownie.
Tak wysoki deficyt finansów publicznych przekłada się na równie gwałtowny przyrost długu publicznego, który mimo kreatywnej księgowości ministra Rostowskiego wzrósł z 520 mld zł na koniec roku 2007 do 684 mld zł na koniec roku 2009 i będzie rósł dalej w podobnym tempie.
3.Ta kreatywna księgowość jest prowadzona na tak wielką skalę, że aż nie można się nadziwić, że ministrowi ciągle uchodzi to na sucho. Powołanie Krajowego Funduszu Drogowego, który emituje swoje papiery dłużne o wyższej rentowności niż obligacje skarbowe (a więc finansuje zobowiązania drożej niż Skarb Państwa) na finansowanie inwestycji drogowych, tylko po to, żeby nie zaliczać go do sektora finansów publicznych, jest tego dobitnym przykładem. A fundusz już pożyczył prawie 20 mld zł i ten dług nie jest zaliczany do długu publicznego.
Zlikwidowano Fundusz Rezerwy Demograficznej , który zgromadził do tej pory 7,5 mld zł, a pieniądze te miały służyć wspomaganiu systemu emerytalnego w przyszłości kiedy pogorszy się relacja pomiędzy liczba pracujących a liczbą pobierających świadczenia. Te pieniądze zostały już teraz przekazane do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a i tak to końca roku będzie on musiał pożyczyć w bankach przynajmniej 4 mld zł.
Minister manipuluje także środkami europejskimi, zamienia przekazane nam z Unii miliardy euro na złote, a przekazuje te środki beneficjentom z wielomiesięcznym opóźnieniem co oznacza, że miliardy środków europejskich służą finansowaniu deficytu budżetowego.
Minister posunął się nawet pod koniec ubiegłego roku do użycia środków budżetowych do nabywania tzw. instrumentów pochodnych, aby obniżyć dług na koniec roku, a także grą na aprecjację złotego w ostatnich dniach grudnia aby tylko wzmocnić złotego, ponieważ po kursie z dnia 31 grudnia przeliczna jest część zagraniczna naszego długu.
4. Trwa również wyprzedaż majątku narodowego, przede wszystkim jego najcenniejszych składników. Akcje Orlenu, Lotosu, KGHM, PZU, a także wielkie koncerny energetyczne, kopalnie, zakłady chemiczne, to wszystko idzie pod młotek za rządów Donalda Tuska.
Wpływy z tej wyprzedaży w ciągu całej kadencji mają wynieść około 50 mld zł a mimo to dług publiczny nawet według oficjalnych dokumentów rządowych na koniec 2013 roku ma wynieść aż 920 mld zł, oczywiście bez uwzględniania tych zobowiązań, które dzięki kreatywnej księgowości są ukrywane.
5. Panaceum na ta prawie już katastrofę finansów publicznych ma być podwyżka podatków :podniesienie stawek VAT na razie o 1 punkt procentowy, akcyzy na paliwo alkohole i papierosy, zamrożenie progów podatkowych w PIT (a więc także podwyżka i tego podatku), a także na razie enigmatyczne oszczędności wydatków.
Minister Rostowski twórczo rozwija również kreatywną księgowość i chce domagać się od Unii akceptacji dla zmiany definicji długu publicznego w Polsce ( nie zaliczanie do długu środków przekazywanych przez budżet do OFE), co pozwoliłoby obniżyć dług publiczny o kilkanaście procent PKB. Przypomina to do złudzenia słynne stwierdzenie Wałęsy „ stłuczcie termometr to zniknie gorączka”.
Wszystko to skłania do stwierdzenia, że po kadencji rządu Donalda Tuska zostaniemy z długiem bliskim 900 mld zł i z wyprzedanym majątkiem narodowym, a więc będziemy naprawdę gołodupcami.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!