Ustawa autorstwa Samoobrony była krytykowana z wielu stron. Zakłada, że do stworzenia sklepu o powierzchni od 400 do 2000 mkw. będzie wymagana zgoda gminy. Jeśli sklep będzie jeszcze większy, to oprócz gminy musi się na niego zgodzić sejmik wojewódzki.

Podpis prezydenta pod ustawą oznacza, że wejdzie ona w życie za dwa miesiące. I to może być początek kłopotów. Nie tylko dla przedsiębiorców, ale i samych pomysłodawców.

Pozytywną opinię ustawa otrzymała jedynie od komisji sejmowych. Negatywne opinie wydał za to rząd i Senat. Krytykowali ją także przedsiębiorcy. Podobnie jak SLD, apelowali do prezydenta, by zastosował prawo weta bądź skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Według nich, ustawa łamie konstytucyjną zasadę swobody gospodarczej.

Handlowcy podkreślali, że nowa ustawa tylko zwiększy bezrobocie i ułatwi korupcję urzędników. I podkreślali, że choć Samoobrona chce walczyć przede wszystkim z hipermarketami, to najwięcej stracą polskie firmy budowlane, samochodowe i meblarskie. Bo to one potrzebują dużych powierzchni, a teraz będą tracić czas i pieniądze na zdobywanie zezwoleń. Ucierpią też małe polskie sklepy. Światowi giganci, nie mogąc budować ogromnych hipermarketów, postawią na małe osiedlowe markety. I niskimi cenami zniszczą rodzinne firmy.

O błędach w ustawie mówił też rząd i Senat. Niezgodność ustawy z prawem europejskim stwierdził Urząd Integracji Europejskiej. Odrzuciły ją też dwie komisje senackie oraz Biuro Legislacyjne Senatu jako niezgodną z konstytucją i prawem Unii Europejskiej.

A to niemal na pewno oznacza kłopoty z Brukselą, która zareaguje na ustawę sprzeczną z jej przepisami. Unia może nałożyć na nas karę sięgającą wielu milionów euro.