Co Polska musi zrobić, by euro zagościło u nas na dobre? Warunki, jakie mamy do spełnienia, do najprostszych nie należą.

Inflacja może być u nas tylko o półtora punktu wyższa od średniej, jaka jest w trzech unijnych krajach o najniższym wzroście cen. Z kolei stopy procentowe mogą być wyższe od takiej średniej tylko o dwa punkty procentowe. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo dług publiczny nie może przekroczyć 60 procent Produktu Krajowego Brutto, a deficyt budżetowy może wynieść maksymalnie trzy procent PKB.

Nawet jeśli wszystkie te warunki Polska spełni, to jeszcze przez dwa lata będzie nas kontrolował specjalny mechanizm przeliczania złotówki na euro. I dopiero kiedy Unia uzna, że wszystkie wymagania zostały wypełnione, może nas przyjąć do unii walutowej.

Według szefa NBP, najtrudniej będzie spełnić warunek dotyczący obniżenia deficytu. Zdaniem Skrzypka, uda nam się to dopiero w 2009 roku. Dlatego euro będzie mogło wejść w Polsce do obiegu najwcześniej dwa-trzy lata później.

Ale zdaniem szefa NBP, nie ma się czym martwić. Sławomir Skrzypek podkreślił, że nie powinno nam się spieszyć, bo euro trzeba przyjąć wtedy, kiedy będzie to dla nas najbardziej korzystne.

Do przejścia na euro zobowiązani są wszyscy członkowie Unii Europejskiej - oprócz Wielkiej Brytanii i Danii, które wywalczyły sobie prawo do samodzielnej decyzji w tej sprawie. Ale żaden kraj nie ma na to konkretnego terminu. Dlatego Polska nie spieszy się z wprowadzeniem euro. Tym bardziej że kraje, które porzuciły swoje narodowe waluty na rzecz unijnej, wcale nie były z tego bardzo zadowolone. Przede wszystkim dlatego, że ceny od razu tam podskoczyły, i to mocno.