Jeśli działka kosztuje 100 tysięcy złotych, rocznie zapłacisz od niej 5 tysięcy złotych podatku. No chyba, że od momentu jej kupienia w ciągu 4-5 lat rozpoczniesz budowę domu. Minister Aumiller wymyślił, że haracz pobierałby tylko od gruntów, które objęte są planami zagospodarowania przestrzennego. Ale nie wyklucza, że podatek mógłby wynieść nawet dziesięć procent, jeśli zgodziliby się na to inni ministrowie.

Podobno ma to zapobiec spekulacji działkami, czyli kupowaniu i przetrzymywaniu ich, aż ceny wzrosną. Szef resortu budownictwa uważa, że wysokie ceny gruntów budowlanych są winą takich spekulantów. Jednak eksperci nie zgadzają się z nim. "Ci, którzy naprawdę skupują grunty, by na nich zarobić, poradzą sobie. Bo czymże jest pięć procent, jeśli wartość ziemi pod inwestycje rośnie o 30-50 procent rocznie. Zresztą zawsze mogą ją sprzedać przed upływem 4, 5 lat, a i tak zarobią. Albo nowy podatek wliczą w cenę" - uważa Jacek Bielecki, szef Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Za to chytry plan Aumillera utrudni życie tym, którzy kupują działkę jako zabezpieczenie na starość, czy po prostu dobrą wieloletnią lokatę. Oczywiście po kieszeni dostaliby też ci, którzy kupili ziemię, ale na razie nie mają funduszy na stawianie domu.

Specjaliści nie zostawiają na tym planie suchej nitki. "Myślę, że specjalna opłata antyspekulacyjna zostałaby zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny ze względu na nierównomiernie rozłożone obciążenia podatkowe. Dlaczego daninę mieliby płacić właściciele działek objętych planem zagospodarowania, a ci bez planów już nie?" - pyta Jerzy Bielawny, wicedyrektor Instytutu Studiów Podatkowych. "To jest pomysł niekonstytucyjny. Zbyt mocno ingeruje we własność prywatną" - twierdzi Maciej Dymkowski, analityk firmy RedNet zajmującej się rynkiem nieruchomości.