W listopadzie ubiegłego roku przedstawiciele Unii podpisali z Rosjanami porozumienie, że wreszcie zostaną zniesione opłaty za loty nad Syberią. Ostateczna umowa miała zostać podpisana w tym miesiącu. Wcześniej bowiem Rosja musiała zmienić swoje przepisy, które nie nakładałaby na obcych przewoźników obowiązku płacenia za przelot nad jej terytorium.

Jak się jednak teraz okazuje, Rosja żadnych przepisów zmieniać nie zamierza. W ogóle nie interesuje jej rezygnacja z 300 mln euro, jakie co roku płacą jej podniebni przewoźnicy z Europy za to, że mogą skorzystać z najkrótszej trasy do Azji Południowo-Wschodniej. Jak tłumaczy ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow, ministrowie z Moskwy dopatrzyli się wielu nieścisłości w podpisanym w listopadzie zeszłego roku porozumieniu. I żądają wyjaśnień.

O co dokładnie chodzi Moskwie? Tego na razie nie wiadomo. Eksperci twierdzą, że jest mało prawdopodobne, by w ogóle doszło do porozumienia w tej kwestii. I pewnie będzie tak, jak w sprawie embarga na nasze mięso - kiedy tylko pojawia się nadzieja, że mogłoby zostać zniesione, Rosja wymyśla kolejny argument, przez który staje się to niemożliwe. Tyle, że my o przywrócenie handlu walczymy od półtora roku, a Unia o zniesienie haraczu - od 20 lat.