Tym samym mięsny konflikt między Rosją a Unią nie dotyczy już tylko polskich masarni i niektórych dostawców z Rumunii i Bułgarii. Widać, Moskwa chce utrzeć nosa Brukseli i Berlinowi, który ma teraz przewodnictwo w Unii. Oczywiście za to, że Wspólnota wstawia się stanowczo za polskimi producentami mięs, którzy mają całkowity zakaz wstępu na rosyjski rynek zbytu.

Salmonellę wykryto ponoć w transporcie ok. 65 tys. ton drobiu. Tak przynajmniej twierdzi Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor). Rosyjscy weterynarze przypominają, że od początku tego roku, kilka dostaw z Europy Zachodniej nie spełniło rosyjskich norm sanitarnych. Jednak wspaniałomyślnie przymykali na to oko. Podobnie jak w ubiegłym roku, kiedy to przypadki salmonelli wykrywali w dostawach mięsa z Niemiec, Francji, Belgii i Holandii.

Teraz, gdy konflikt o polskie mięso się zaostrza, Rosjanom kończy się cierpliwość. Postanowili pokazać twardą politykę mięsną wobec Brukseli. Na początku marca zażądali od unijnych urzędników dokumentów, dotyczących kontroli jakości mięsa w każdym z krajów Unii. Nie otrzymali ich, więc zaczynają wprowadzać embargo na zachodnioeuropejskie mięso. Niemcy - jak widać - okazali się pierwsi.