Pomysł firmy Publikacje Polskiej Telefonii (PPT) na przekręt jest prosty. Firma wysyła ludziom do domów książkę telefoniczną. Wręcza ją przemiły kurier, który zapewnia, że książka jest bezpłatna. Jednak po kilku dniach do domu przychodzi ogromny rachunek z wyjaśnieniem, że jego wysokość to efekt umieszczenia naszych danych w spisie telefonów.

Na domiar złego, ludzie myślą, że dostali ten rachunek od Telekomunikacji Polskiej, bo jest on łudząco podobny. Przyjmują więc za pewnik, że kto jak kto, ale taka firma jak TPSA nie pozwoliłaby sobie na tak perfidne oszustwo. Więc płacą. Gazeta "Fakt" twierdzi, że do prokuratur w całym kraju zgłosiło się już kilkanaście tysięcy osób, które zorientowały się, że zostały nabite w butelkę.

A najbardziej bulwersujące w tej aferze jest to, że prokuratury odmawiają wszczęcia postępowań przeciwko PPT. Dlaczego? Bo na odwrocie tych lipnych rachunków malutkim drukiem jest napisane, że opłata nie jest obowiązkowa. Niestety. Takie mamy prawo.