Stawka akcyzy na olej opałowy wynosi dziś 232 zł na tysiąc litrów, czyli ok. 23 grosze na litr. Na napędowy - ponad tysiąc złotych. I dlatego wykorzystują to oszuści paliwowi. Kupują olej opałowy, a potem sprzedają jako napędowy, zarabiając na tym krocie, bo nie dość, że windują cenę (litr opałowego kosztuje ok. 2,4 zł, a napędowego 3,6 zł), to jeszcze nie muszą oddawać wyższej akcyzy fiskusowi.

Ministerstwo Finansów opracowało więc plan, jak ukrócić ten oszukańczy proceder. Podnieść stawkę obowiązkowego podatku od oleju opałowego na taką samą, jak na napędowy - pisze "Gazeta Prawna". Wtedy spekulacja przestanie się opłacać, bo ceny obydwu surowców będą różnić się tylko o kilka groszy.

Gotowy jest już projekt ustawy, która ma wprowadzić podwyżkę w życie od września. Co ciekawe, wpłynął on do Sejmu w czerwcu. Ale wtedy posłowie odrzucili go w całości. Teraz jednak mają wrócić do pracy nad nim.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta, oznacza to jedno - wielkie podwyżki dla wszystkich ogrzewających domy olejem. I to o prawie połowę! Ciekawe tylko, dlaczego fiskus, zamiast ułatwiać nam życie, uwziął się, by je coraz bardziej uprzykrzać. Bo przecież spekulacje, tak samo skutecznie jak podwyżka, ukróciłaby obniżka akcyzy. Wystarczyło, by na olej napędowy wprowadzić taką samą jak na opałowy. Kierowcy skakaliby do góry z radości, bo za 50-litrowy bak ropy płaciliby nie 180 zł jak dziś, a tylko niewiele ponad 140 zł. Ale to oznaczałoby, że do budżetu wpłynie mniej pieniędzy z akcyzy, a to zawaliłoby pewnie napięty do granic możliwości budżet.