Rada Nadzorcza PKO BP miała dziś do południa ogłosić, kto będzie nowym prezesem największego polskiego banku. Tak się jednak nie stało. Najpierw pojawiły się doniesienia, że decyzję poznamy jeszcze dziś po południu. Jednak później rzecznik banku powiedział, że nie wyznaczono konkretnej godziny czy daty.

O fotel prezesa walczy dziewięciu kandydatów. Wśród nich - Kazimierz Marcinkiewicz, były premier. I podobno to on jest najpewniejszym kandydatem na prezesa. Ale czy na pewno?

Bo opóźnienie w wyborze prezesa jest ponoć związane właśnie z jego osobą. Mówi się, że to właśnie kandydatura byłego premiera przyblokowala obrady. Jak nieoficjalnie wiadomo, całe zamieszanie wywołały polityczne naciski, by szefem PKO BP wybrano Marcinkiewicza. Na to jednak podobno nie chcą się zgodzić członkowie RN, nie powołani przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Uważają, że są lepsi kandydaci. A orzech mają wyjątkowo twardy do zgryzienia, bo gdyby zagłosowali na "tak", straciliby - jak twierdzą ekonomiści - twarz w świecie bankowców, z którego się wywodzą. "Nie" oznacza koniec ich kariery w tym banku i narażenie się "upolitycznionym" kolegom z rady.

Drugim powodem może być jednak zwykły rozsądek Rady Nadzorczej, która chce odczekać z ogłoszeniem nowego prezesa do zamknięcia sesji warszawskiej giełdy, na której notowane są akcje banku PKO BP.