W Polsce zawrzało, kiedy wyszło na jaw, że Ministerstwo Finansów chce wprowadzić nowy podatek na wszystkie samochody. Miałoby dzięki niemu wyrównać straty, jakie poniesie po decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał akcyzę na importowane z Unii auta za nielegalną i nakazał jej zniesienie. O nowym podatku resort milczy jak grób i jak zwykle chce nas zaskoczyć szczegółami tuż przed jego wejściem w życie, ale dziennikowi.pl udało się co nieco o nim dowiedzieć.

Okazuje się, że nowe obciążenie, nad którym w największej tajemnicy pracują spece fiskusa, to nie podatek transportowy, jak pisała wcześniej prasa. Tym już są obłożone wszystkie auta ciężarowe. Pomysł polega na wprowadzeniu tzw. podatku ekologicznego. Płaciłby go właściciel każdego pojazdu z silnikiem za to, że zanieczyszcza środowisko.

"Mieliby płacić go wszyscy: i od nowych, i od starych aut - ciężarowych i osobowych. Szczegółów nikomu nie udało się do tej pory poznać" - mówi Wojciech Drzewiecki, szef firmy Samar monitorującej rynek samochodowy w Polsce.

Są nikłe szanse na to, że jakiekolwiek bliższe informacje o nowym podatku resort finansów poda jutro, kiedy jego przedstawiciel będzie opowiadał o nim w Sejmie. Eksperci jednak zgodnie twierdzą, że mocno wątpliwe jest, by ujawniono jego dokładne stawki. W czwartek projektem ma się zająć sejmowa podkomisja, która m.in. ma ocenić, czy jest on zgodny z unijnymi przepisami.

Tu pojawia się cień nadziei, że podkomisja uzna próbę wprowadzenia nowego haraczu na auta za bezprawny. Jeśli nie, czeka nas kolejny podatek, który co roku będą musieli płacić wszyscy posiadacze samochodów.