"Od 1 stycznia pobieramy opłaty za transfer ropy" - niespodziewanie wypalił premier białoruskiego rządu, Siarhiej Sidorski. To odpowiedź nie tylko na upokarzającą podwyżkę cen rosyjskiego gazu. Moskwa nałożyła cło na ropę sprzedawaną Białorusi, nie chce też kupować białoruskiego cukru.

Łukaszenko zareagował na to bardzi szybko. Zapowiedział, że zażąda od Rosjan pieniędzy za dzierżawę ziemi pod rurami z gazem i ropą. Chce też podnieść rachunki za wynajem gruntów, na których stoją dwie rosyjskie bazy.

A jeszcze niedawno było tak słodko. Spotkania, uśmiechy do kamer, zapewnienia o przyjaźni, sojusz pod nazwą Związek Białorusi i Rosji. Wygląda jednak na to, że miodowy miesiąc między Łukaszenką a Putinem dobiegł końca.