Od 24 stycznia mają być udzielane kredyty hipoteczne, w których część odsetek zapłaci za Ciebie państwo. Problem w tym, że tylko nieliczni będą mogli z tej oferty skorzystać, zauważa "Gazeta Prawna". Bo w przepisach więcej jest ograniczeń niż udogodnień.

Po pierwsze: mniejsze raty możliwe będą jedynie przy pożyczkach zaciąganych w złotówkach, często o wiele droższych niż we frankach czy euro. Po drugie: tylko w niektórych bankach. Bo Bank Gospodarstwa Krajowego, odpowiedzialny za koordynowanie tego cudownego programu rządowego, musi wcześniej podpisać ze swymi prywatnymi partnerami umowy o współpracy. Dopiero wtedy państwo da im pieniądze na odsetki. Na razie umowę podpisano z PKO BP, rozmowy trwają też z Pekao i SKOK.

Po trzecie: nie za każde mieszkanie czy dom dopłata się należy. Mieszkanie nie może mieć więcej niż 75 m kw., dom - 140 m kw. Ale nawet jak spełnisz to kryterium, zwrot odsetek policzony zostanie tylko do powierzchni 50 m kw. dla M w bloku i 70 m kw. dla nieruchomości wolno stojącej. Ale tu pojawia się następny problem: cena nie może być wyższa niż tzw. wartość odtworzeniowa. A ta jest przez wojewodów ustalana w danym regionie raz na pół roku. I aktualna w związku z tym jest najwyżej kilkanaście tygodni, bo ceny nieruchomości rosną jak szalone.

Po czwarte: to musi być Twoje pierwsze mieszkanie. Nie masz prawa mieć żadnego innego na własność ani nawet spółdzielczego. No, chyba że nim złożysz papiery, zrzekniesz się prawa do lokalu. Powstaje wtedy jednak pytanie: co będzie, jak bank kredytu Ci nie da wcale? Bo nigdzie nie jest napisane, że musisz go dostać, a każdy bank kryteria doboru klientów, z którymi podpisuje umowy, ma inne. I póki papieru do podpisu Ci nie da, nie masz żadnej gwarancji, że dostaniesz pieniądze.