Bisiuk jeszcze niedawno twierdził, że wszystkie nasze zakłady mięsne łamią ukraińskie przepisy weterynaryjne. Pod koniec listopada nasłał na nie swoich kontrolerów. Po inspekcji doszedł do wniosku, że nasze mięso jest podejrzane, bo ma "dziwne" papiery eksportowe. Szef ukraińskiej służby weterynaryjnej sugerował, że Polacy podrabiają te dokumenty, by móc eksportować tanie i zepsute mięso.

Dzisiejsza decyzja to niespodzianka. Bisiuk poinformował już o niej polski resort rolnictwa. Ministerstwo nie chce niestety powiedzieć, który z zakładów mięsnych dostał czasowo od Ukraińców zielone światło na sprzedaż swoich produktów.

Embargo na polskie mięso Ukraina wprowadziła w marcu tego roku. Ukraińcy twierdzili, że nasze schaby i kiełbasy nie spełniają ich norm jakościowych. Później wielokrotnie deklarowali, że embargo zniosą, ale na deklaracjach się kończyło.