I dopięli swego. PGNiG odpowiedzialne za dostawy gazu do naszych domów kilka razy próbowało w tym roku podnosić ceny tego surowca. Za każdym razem URE odmawiał. Ale wreszcie zgodził się. I to nie na byle jaką zwyżkę, ale aż o 9,9 procenta.

Co prawda, wzrost dotyczy cen hurtowych, czyli dla wielkich odbiorców, ale przełoży się też na nasze kieszenie. Bo wielcy odbiorcy to fabryki, ale też zakłady gazowe, które przysyłają nam rachunki. A to znaczy, że one także podwyższą ceny.

O ile zapłacimy więcej? Tego na razie nie wiadomo, ale koszty ogrzewania mieszkań czy gotowania obiadów większe o 10 proc. są realne. Od kiedy? Tego też jeszcze nie wiadomo. Bo każdy abonent musi najpierw dostać pisemną informację ze swojej gazowni, o ile i od kiedy wywindują ceny.