GUS podał, że nasze PKB wzrosło w trzecim kwartale tego roku o 5,8 proc. Inaczej mówiąc, o tyle wzrósł cały majątek Polski, który gromadzimy dzięki produkcji towarów i świadczeniu usług. Niby dużo, tym bardziej że w tych samych trzech miesiącach zeszłego roku nasze PKB wzrosło tylko o 4,1 proc. Jednak nie ma się z czego cieszyć. Czesi bowiem mają ponad 6-proc. wzrost, Słowacy 7,5 proc., a kraje takie jak Litwa czy Estonia mają aż 10-procentowy wzrost PKB.

Jeszcze gorzej wypadamy, jeśli porównamy nakłady na inwestycje, które poczyniają nasze firmy, by ulepszać produkcję lub tworzyć nowe miejsca pracy. GUS podaje, że nakłady na to wzrosły w trzecim kwartale tego roku o 19,8 proc., a w ubiegłym roku - tylko o 6,4 proc. No i co z tego, skoro czeski wzrost nakładów na inwestycje wynosi średnio 26 proc., a na Łotwie i w Estonii jest to nawet 29 proc.

"Jesteśmy najbiedniejszym krajem w całej Unii Europejskiej" - mówi ekonomista Jeremi Mordasewicz, ekspert organizacji gospodarczej PKPP Lewiatan. "Ponieważ nie reformujemy dostatecznie kraju, nasz wzrost PKB będzie się wahał pomiędzy 5 a 6 proc. I nie dorównamy w tym innym nowym krajom Unii. Ponadto nasz około 20-proc. wzrost nakładów na inwestycje nie tworzy nowych miejsc pracy. Żeby firmy mogły zatrudniać co roku 400 tys. młodych absolwentów szkół, ich inwestycje musiałyby być na poziomie co najmniej 25-proc. wzrostu. Kiedy ten wzrost jest niższy, młodzi Polacy wolą wyjeżdżać na Zachód" - tłumaczy Mordasewicz.