Nadchodzą ciężkie czasy. Państwowa Inspekcja Pracy zapowiada na przyszły rok szczegółowe kontrole każdego z 260 tysięcy samozatrudniających się. Na pierwszy ogień pójdą ci, którzy mają podpisane stałe kontrakty z inną firmą - pisze "Gazeta Prawna".

A wszystko dlatego, że od 1 stycznia zmieniają się przepisy podatkowe dotyczące przedsiębiorców. Prowadzący jednoosobową firmę tracą prawo do rozliczania się z fiskusem wedle stałej, 19-procentowej skali podatkowej. Jeśli pracują w strukturach firmy jak osoby na etacie: mają dyżury, szef zleca im zadania i nie odpowiadają własnym majątkiem za błędy. Po Nowym Roku powinni oni, choć mają działalność gospodarczą, płacić takie podatki, jak normalni pracownicy: 19, 30 i 40 procent.

Mali biznesmeni już szykują się do zmian. Wielu zaczęło negocjować z szefami zmiany warunków kontraktów, tak by fiskus nie miał do nich zastrzeżeń. Ale okazuje się, że to nie wystarczy. Bo inspektorzy pracy mają każdego z przedsiębiorców dokładnie sprawdzić. Jak? Po prostu przyjdą z wizytą do firmy, która płaci nam faktury.

Mało tego, jeśli kontroler PIP uzna, że oszukujemy, bo działamy tak samo jak zatrudnieni na umowach o pracę, skieruje sprawę do urzędu skarbowego. Fiskus naliczy nam podatek jeszcze raz, ale już taki jak dla osoby fizycznej i będzie kazał zapłacić różnicę wraz z karnymi odsetkami. I nie da się wywinąć od tego, bo jak nie oddasz podatkowego haraczu dobrowolnie, państwo ściągnie ci go przez komornika.