Wszystko dlatego, że do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga węgierskiego koncernu gazowego Efesz. Właśnie ta firma wygrała przetarg na dostawy gazu do zakładu energetycznego w Puławach. Miała przez to konkurować z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem, które dotąd nie ma sobie równych w zaopatrywaniu polskich domów i fabryk w gaz.

Ale współpraca na razie zostaje tylko na papierze. Bo Urząd Regulacji Energetyki postawił Węgrom dodatkowe, zaporowe warunki. Właśnie Efeszowi kazał magazynować gaz, który ma być zabezpieczeniem "na czarną godzinę". Węgrzy otworzyli szeroko oczy ze zdumienia i pytają, dlaczego to oni mają dbać o bezpieczeństwo energetyczne Polski, a nie rodzime PGNiG.

Efesz poprosił polskich urzędników o wyjaśnienie. Nie doczekał się go i poszedł krok dalej. Poskarżył się Komisji Europejskiej. I ta sprawę ma wnikliwie zbadać. Sprawdzi m.in., co dzieje się z pieniędzmi, które Ministerstwo Gospodarki dostaje z UE na dbanie o bezpieczeństwo energetyczne kraju, czyli po to, by zapewnić wszystkim obywatelom gaz i prąd. Jeśli się okaże, że specjalnie chronimy polskie firmy, a zachodnie obarczamy zbyt wielkimi obowiązkami, zapłacimy wielomilionową karę.