Euro Bank na wiosnę reklamował swój "Kredyt na PIT". Dawał go niemal każdemu, kto się zgłosił, prosząc o pożyczkę na zapłatę podatków. Wystarczyło pokazać PIT.

Chętnych było wielu, bo w reklamie wyraźnie napisano, że za kredyt zapłacą nie więcej niż 5 proc. odsetek. Ale to nie była prawda. Bo zatajono rzeczywiste oprocentowanie. 5 proc. to był tylko czysty zysk banku, a klient musiał oddać o kilka razy więcej!

Niestety, dowiadywałeś się o tym dopiero z umowy, którą dostawałeś do podpisania. Ale dla większości klientów za późno było, by gdzie indziej szukać kredytu. Z fiskusem musieli się rozliczyć do końca kwietnia. Dali więc wpędzić się w pułapkę.

Za złamanie prawa bankowi grozi wielomilionowa kara. Grozi, bo od decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta Euro Bank ma zamiar się odwołać do sądu.

A co mają zrobić naciągnięci na drogie kredyty ludzie? Płacić, choć dali się oszukać. A na przyszłość - nie czekać do ostatniej chwili i nie podpisywać bez zastanowienia umowy kredytowej. Zresztą, z każdej można bezkarnie zrezygnować w 10 dni od jej podpisania.