Nie byłoby afery, gdyby nie długi język byłego szefa Optimusa Michał Lorenca. Publicznie opowiadał, że razem z obecnym prezesem komputerowej firmy, Piotrem Lewandowskim, świadomie sfałszowali uchwałę rady nadzorczej Optimusa. Po co? Żeby za pomocą potajemnie zmienionej uchwały podnieść kapitał spółki. Dzięki temu mogli pokątnie sprzedać nowe udziały Optimusa swojemu koledze - Michałowi Dębskiemu. A ten dzięki transakcji ma 30 procent akcji firmy.

Za ten przekręt Optimus dostał karę. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd wlepiła spółce grzywnę i zakazała handlować na giełdzie jej akcjami. Ale Lorenc na łamach "Parkietu" zdradził, że z aferą związane są tajemnicze "kręgi polityczne". To tłumaczyłoby, dlaczego sprawą zainteresowało się aż Centralne Biuro Śledcze.