To paranoja. Kupiłeś używany samochód po okazyjnej cenie, np. we Francji. Zapłaciłeś ogromną akcyzę (przy starszych niż 9-letnie to ponad 60 proc. ceny). A teraz jeszcze słono możesz do tego dopłacić. Bo rząd, zamiast oddać ci pieniądze za akcyzę, którą Europejski Trybunał Konstytucyjny uznał za bezprawną, jeszcze dołoży podatek.

A wszystko dlatego, że jeśli wystąpisz o zwrot akcyzy, twoja umowa kupna auta zostanie dokładnie sprawdzona przez celników. Najpierw porównają oni cenę z umowy z rzeczywistą, jaka wtedy była na rynku. Ale nie w kraju, z którego ściągnąłeś samochód, ale... polskiej giełdy. Czyli miejsca, na którym na tych właśnie importowanych autach zarabia się krocie.

Potem urzędas policzy, jaki podatek byśmy przy kupnie auta w Polsce zapłacili. Przelicznik jest prosty - silnik do 2 litrów - 3,1 proc. ceny, większy - 13,1 proc. O wiele mniej niż akcyza, ale już wiadomo, że wcale nie korzystniej dla tego, kto ma płacić.

Skąd to wiemy? Policzyliśmy. Np. za 12-letnią toyotę, kupioną za 3 tys. zł, akcyzy zapłaciłeś 1950 zł. Ale na polskiej giełdzie kosztowała 15 tys. zł. 13,1 proc. z tego (silnik 3-litrowy) to 1965 zł. Czyli należy się jeszcze dodatkowo 15 zł plus karne odsetki naliczane od dnia kupienia auta (a liczy się data z umowy)!!!

Na szczęście, to na razie projekt. Z jednej strony - to dobrze, bo jest szansa, że Ministerstwo Finansów, które przepisy musi zatwierdzić, zmieni je na lepsze. Ale z drugiej strony - czekając na zmiany, wciąż nie możemy odzyskać niesłusznie zdartych z nas pieniędzy.