A wszystko przez burzę, którą wywołał proces wytoczony Millennium przez jego klientkę. Kobieta dość miała płacenia dwóch złotych haraczu za każdym razem, kiedy chciała wypłacić własne pieniądze z banku. Po pięciu latach ostrych bojów wygrała. Sąd nie miał wątpliwości: do swoich pieniędzy dostęp mamy mieć za darmo.

Zrobiło się wielkie zamieszanie. Bo większość banków żąda od nas (nawet po 5 zł!) za to, że pracownik wyda nam nasze własne pieniądze. Sprawa trafiła już do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który chce wpisać to na listę czynności zakazanych.

Bankowcy dobrze wiedzą, że wcześniej czy później z haraczu zrezygnować będą musieli. Niektórzy więc, niby dbając o klienta, już teraz się z opłat wycofują.

Od kiedy nie zapłacimy nic za wypłatę oszczędności czy pensji w okienku? Być może jeszcze w tym roku. Na razie pisma o zgodę na to trafiły do UOKiK. Ten musi oficjalnie zwolnić banki z opłat - ot, taka biurokracja. Szkoda tylko, że póki pisma nie przejdą długiej drogi od biurka do biurka, my nadal musimy płacić za coś, za co nie powinniśmy.