By zrealizować marzenia premiera, w Polsce musiałoby powstawać 214 km autostrad rocznie. W ten sposób udałoby się w 14 lat dogonić Hiszpanię. To taka sama fikcja, jak obiecane wcześniej trzy miliony mieszkań - twierdzą pytani przez DZIENNIK specjaliści od budowy dróg.

Ale nawet jak dogonimy Hiszpanię, od europejskiej czołówki dzielić nas będzie kilkadziesiąt lat. Niemcy mają 11,4 tys. km autostrad, a mniejsza od nas Wielka Brytania - 9 tys. km. W tym roku udało się oddać u nas niemal 200 km takich arterii, ale to głównie zasługa rządów SLD, który zaczął je budować. Obecnie w budowie są tylko dwa dość krótkie odcinki (A6 ze Szczecina do granicy zachodniej i A18 z Golnic pod Legnicą do przejścia na granicy polsko-niemieckiej w Olszynie).

Przygotowania do budowy kolejnych potwornie się wloką. Pierwszy przykład z brzegu: wstępny etap przetargów na firmy, które z własnych środków wybudują dwa odcinki autostrad ze Strykowa do Warszawy i spod Łodzi do Pyrzowic na Śląsku, miał skończyć się zimą. Trwa do dziś i zakończy się dopiero w listopadzie. Minister Polaczek twierdzi, że to przez błędy poprzedników, które on musi teraz naprawiać.

To jednak tylko częściowo go usprawiedliwia. Rząd zmarnował kilka miesięcy, nie umiejąc się zdecydować, czy autostrady mają być budowane przez państwo, czy w systemie koncesyjnym. Gdyby nie to wahanie, budowa A2 z Nowego Tomyśla w Wielkopolsce do granicy z Niemcami mogłaby się rozpocząć jeszcze w tym roku. Teraz nie ma pewności, czy uda się to w 2007 r.

Jest jeszcze inna bariera. Firmy drogowe już teraz narzekają, że brakuje im pracowników. By to zmienić, trzeba będzie podnieść zarobki drogowcom, co oznacza, że budowa nowych tras będzie droższa. I z tego powodu wybudujemy ich mniej.