Rosja chce na nas nałożyć kolejne embargo. Do mięsa i produktów roślinnych mogą dołączyć wyroby mleczne. Alarm podniósł Andrzej Lepper, który powołał się na dokumenty, jakie dotarły do głównego lekarza weterynarii. Nie wiadomo jednak, co się w nich znajduje, bo ani służby weterynaryjne, ani urzędnicy z Ministerstwa Rolnictwa nie chcą na ten temat rozmawiać. Żadnych informacji nie chce też udzielać polska amasada, a rosyjski radca handlowy jest nieuchwytny.

Jutro mają sie w tej sprawie spotkać szefowie resortu rolnictwa, główny wetarynarz kraju i mleczarze. Zaproszenie na spotkanie dostało 36 firm, kóre mają uprawnienia do eksportu z Rosją - potwierdza dziennikowi.pl Marek Murawski z Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. Mleczarze nie ukrywają, że rosyjskie embargo uderzyłoby w największych producentów.

Nasz eksport do Rosji to zaledwie kilka procent - tłumaczy Marek Murawski. Ale rosyjskie "niet" odbiłoby się na kilku największych zakładach przetwórczych, ktore nastawiły się na rynek wschodni. Jeśli sprawdzi się czarny scenariusz, będą musiały szukać nowych rynków zbytu. W tym czasie mleczarze kupią mniej mleka i to po niższych cenach. Stracą więc rolnicy.

W sklepach zaskoczenia raczej nie będzie. Ceny mleka i wyrobów mleczarskich - zdaniem prof. Stanisława Zięby z Rady Gospodarki Żywościowej - mogą byż niższe, ale też nie od razu. Zaczną spadać w momencie dużej nadrodukcji i braku zbytu.