„Emeryci na pewno dostaną pieniądze” – zapewniają wysoko postawieni urzędnicy ZUS. Przypominają, że gwarantem wypłat emerytur jest państwo polskie. Oznacza to, że nawet gdyby ZUS splajtował, to jego zobowiązania przejmie w całości skarb państwa. Ale to tylko zapewnienia.

Problem w tym, że ZUS wypłaca emerytom rocznie 20 miliardów zł więcej niż dostaje ze składek. Różnicę w większości pokrywa budżet – około 19 mld. Reszta pochodzi z kredytów bankowych. Jeśli w 2015 roku suma ta drastycznie się zwiększy, budżet państwa może nie dać rady pokrywać tak wielkiej różnicy.

Dlatego w ZUS już dawno stworzono specjalny fundusz rezerwy demograficznej. W przyszłości miał on pokryć przewidywane niedobory gotówki. Na fundusz płaci każdy pracujący, ale są to minimalne kwoty - 0,25 proc. składki na ubezpieczenie społeczne. Na koncie jest obecnie 1,5 mld zł. To stanowczo zbyt mało w stosunku do przewidywanych potrzeb. Fundusz miał być dodatkowo zasilany przez państwo, między innymi pieniędzmi z prywatyzacji, ale nic z tego nie wyszło. „Do tej pory budżet nie dał funduszowi rezerwy demograficznej ani grosza” – żalą się przedstawiciele ZUS.

Jeśli nie znajdzie się pomysł na zdobycie do 2015 roku dodatkowych pieniędzy, ZUS się rozleci, a budżet padnie.