Na każde 10 złotych ściągniętego podatku przypada złotówka zaległości podatkowej - wynika z ostatnich danych Ministerstwa Finansów. Gdyby urzędom skarbowym udało się odzyskać wszystkie zaległości, wpływy podatkowe wzrosłyby o prawie 10 proc. Może wówczas, zamiast łatania dziury budżetowej podwyżkami akcyzy, można by w końcu uprościć i obniżyć podatki.

Niska efektywność egzekucji podatków w Polsce jest już wielkim problemem. Stwierdziła to nawet Najwyższa Izba Kontroli. Z kolei ekonomiści biorą nieudolną skarbówkę w obronę. "Aparat fiskalny potrzebuje stabilności, dobrego przepływu informacji, odpowiednio zmotywowanych ludzi i pieniędzy. Żaden z tych warunków nie jest spełniony" - mówią esperci. Czy jest zatem jakiś sposób na skuteczne i szybkie odzyskanie zaległości?

Tak. Ujawnienie głównych dłużników podatkowych. Listy podatników, którym fiskus umorzył zaległości, są jawne. Podobnie powinno być w przypadku podatników zwlekających z zapłatą podatku. W Ministerstwie Finansów nikt nie był w stanie skomentować zjawiska wzrostu długów podatkowych. Odpowiedź na pytanie, dlaczego rosną zaległości, mimo dobrej koniunktury w gospodarce, możliwa byłaby, gdybyśmy mogli poznać listę największych dłużników, dowiedzieć się, czy to firmy prywatne, czy państwowe - pisze "Gazeta Prawna".