Drożej będzie w restauracjach, hotelach i sklepach spożywczych - twierdzą analitycy NBP. Natomiast nie musimy się obawiać m.in. wzrostu cen odzieży, usług transportowych i opłat mieszkaniowych.

>>> Wejście do ERM2 może być groźne dla złotego

Najbardziej podrożeje, to co kosztuje najmniej - sugeruje NBP. "Produkty w cenie do 1 zł w scenariuszu pesymistycznym mogą doświadczyć nawet kilkunastoprocentowych zwyżek cen" - napisano w raporcie.

By ograniczyć wzrost cen, rząd powinien ustalić możliwie prosty przelicznik euro do złotego. "Mniejsze natężenie efektów cenowych występuje w przypadku okrągłych kursów konwersji, np. 4,0 czy 3,75 zł" - piszą autorzy raportu. Jak niedawno mówił DZIENNIKOWI były wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński, najlepszy byłby przelicznik 4 zł za euro.

>>> Rybiński: Euro musi spaść do 4 złotych