Jest to kolejny ruch banku centralnego, która ma na celu obronę słabnącej rosyjskiej waluty. W listopadzie trzykrotnie zostały podwyższone stopy, a w styczniu instytucje komercyjne zostały dokapitalizowane równowartością ponad 200 miliardów dolarów. Celem jest zwiększenie atrakcyjności rubla wśród inwestorów i zahamować odpływ kapitału.

Rosja traci zwłaszcza przez taniejącą ropę. Przez co budżet czeka korekta. Był on projektowany gdy surowiec kosztował blisko 100 dolarów za baryłkę, ponad dwa razy więcej niż obecnie.

O skali kłopotów świadczy sytuacja na rynku walutowym. W poniedziałek amerykański dolar kosztował w Moskwie ponad 35 ruble. To najwyższa cena od kryzysu finansowego, jaki nawiedził Rosję w 1998 r.

Zdaniem analityków zaufanie do rosyjskiej waluty tracą już także zwykli Rosjanie. – Strach przed kolejną dewaluacją sprawia, że nikt nie chce teraz kupować rubla – mówi Lars Rasmussen, analityk rynków wschodzących w Danske Banku. Zdaniem Jewgienija Nadorszina z moskiewskiego Trust Invest Banku zła kondycja rubla jest również zasługą rosyjskich przedsiębiorców, którzy w ciężkich czasach inwestują w dolary. W efekcie rubel od początku roku stracił 7,3 proc., a od sierpnia 2008 r. – już 29 proc.