Państwowa Inspekcja Pracy szykuje rewolucję w prawie pracy. Aby ograniczyć nielegalne zatrudnienie, urzędnicy chcą karać nieuczciwych pracodawców zakazem udziału w przetargach, odcięciem dostępu do unijnych funduszy, a nawet utratą koncesji na prowadzenie działalności.

"To stanowiłoby poważne zagrożenie dla swobody działalności gospodarczej" - mówi "Rzeczpospolitej" Henryk Michałowicz, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. "Jeśli ktoś miałby pozbawiać prawa do udziału w przetargach, to tylko sąd" - dodaje.

Pracodawcy protestują, ale urząd zauważa, że dotychczas za nielegalne zatrudnienie karano ich grzywnami, co nie było skuteczne. Nowe pomysły idą w parze z rozwiązaniami unijnymi. Parlament Europejski pracuje właśnie nad tak zwaną dyrektywą Frattiniego, która przewiduje tego rodzaju kary, tyle że ogranicza je wyłącznie do zatrudniania nielegalnych imigrantów spoza Wspólnoty.

Za niesłuszne zwolnienie wysokie odszkodowanie

Na tym nie koniec zmian dotyczących prawa pracy. Jak ustaliła "Gazeta Prawna", ministerstwo pracy szykuje likwidację instytucji przywrócenia do pracy. W zamian za to, pokrzywdzeni pracownicy będą mieli prawo do co najmniej sześciu pensji odszkodowania za wadliwe zwolnienie.

"Chcielibyśmy znieść instytucję przywrócenia zwolnionego pracownika do pracy w zamian za odszkodowanie za bezprawne zwolnienie w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia. Obecnie odszkodowanie to wynosi maksymalnie trzy pensje - mówi "Gazecie Prawnej" Radosław Mleczko, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Związki zawodowe już wyraziły zgodę na proponowane przez rząd rozwiązanie, ale chcą, by odszkodowanie było wyższe.