Konsultacje mają dotyczyć zarówno zebrania większości potrzebnej do wyboru prezesa, jak i uzgodnienia osoby samego kandydata. "Musi być mocną postacią, bo będzie wprowadzał polska walutę do strefy euro. Być człowiekiem doświadczonym i mieć silne poparcie parlamentu, od którego zależy ostateczna decyzja" - mówił Komorowski.

Ludowcy potwierdzają, że wstępne konsultacje już trwają. Do wyboru prezesa NBP wystarczy posiadanie większości bezwzględnej, czyli faktycznie rządowej. Ale PO ma rozmawiać nie tylko z PSL. Raczej nie przyłączy się do niego PiS, natomiast może lewica. Ale politycy SLD mówią, że nikt się do nich jeszcze nie zwracał.

Osobną kwestią jest to, kto będzie kandydatem. W PO można usłyszeć, że ma to być ekonomista z profesorskim tytułem i jednocześnie sprawny menedżer. Nowy prezes będzie bowiem szefował zarządowi dobieranemu przez poprzednika. Do tej pory media wymieniły już kilka nazwisk, ale na razie żadna z tych osób nie potwierdziła, że otrzymała propozycję. Wybór ma się rozstrzygnąć w ciągu tygodnia, dwóch.

Najpierw ustawa, potem prezes

Równolegle Sejm ma znowelizować ustawę o NBP, tak by nie było wątpliwości, że pierwszy wiceprezes banku przejmuje funkcje prezesa po jego śmierci. W czwartek ma się odbyć pierwsze czytanie projektu na komisji finansów publicznych. Sejm ma ją uchwalić możliwie szybko, jednak musi poczekać na opinię o projekcie z Europejskiego Banku Centralnego. W tej sprawie Bronisław Komorowski rozmawiał w środę z szefem EBC. "Prezes Jean-Claude Trichet zapewnił, że podejmie natychmiastowe działania w celu przeprowadzenia bardzo szybkiej notyfikacji zaproponowanej nowelizacji" - mówił w środę Komorowski. Opinia może być już w piątek, jednak Sejm raczej nie zdąży z uchwaleniem ustawy na tym posiedzeniu i zrobi to na kolejnym, w drugiej połowie maja. "Ustabilizowanie NBP w wymiarze kadrowym nie oznacza zaniechania potrzeby przygotowania się do wyboru prezesa. Ale po wejściu w życie nowelizacji nie będzie potrzebny pośpiech" - tłumaczył marszałek. Tym bardziej że niewykluczone, iż wyjaśni się sprawa sporna między bankiem a rządem. Chodzi o przedłużenie elastycznej linii kredytowej, jaką Polska ma w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

NBP nie wierzy w intencje resortu

W środę ze strony zarządu NBP padła ważna deklaracja. Wiceprezes Koziński powiedział, że jeżeli rząd wystąpi w sprawie przedłużenia linii, to bank przychyli się do prośby. Na odpowiedź resortu finansów nie trzeba było długo czekać. Kilka godzin później poinformował, że wystąpił do NBP o przedłużenie linii. Uchwałę w tej sprawie przyjęła wcześniej Rada Polityki Pieniężnej. "Wzmocnienie rezerwy uznaliśmy za właściwe z uwagi na ocenę ryzyk i niepewność wynikającą z sytuacji w krajach południowej Europy" - mówi prof. Elżbieta Chojna-Duch.

Zarząd do tej pory odmawiał. Także wczoraj wiceprezes banku prof. Witold Koziński powiedział, że przedłużanie linii nie jest konieczne, bo rezerwy są wystarczające. Ale to nie wszystkie motywy. "Zarząd mógł się obawiać, że linia posłuży do zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych i spłaty zobowiązań, a nie jako rezerwa walutowa" - mówi prof. Andrzej Kaźmierczak. Na razie odpowiedzi banku na pismo resortu finansów nie ma.