Afera, jaka wybuchła wokół GetBacku, położyła się cieniem na wielu instytucjach publicznych, funduszach inwestycyjnych, rynku kapitałowym i branży audytorskiej. Z ustaleń Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wynika, że w spółce w ubiegłym roku doszło m.in. do fałszowania sprawozdań finansowych.

Przewodniczący nadzoru Marek Chrzanowski w połowie czerwca w rozmowie z DGP stwierdził, że wprawdzie audytor nie ponosi odpowiedzialności za finansowe sprawozdanie, ale on ma zastrzeżenia do pracy, jaką audytor wykonywał w GetBacku.

Na zlecenie windykatora jego sprawozdanie finansowe badała Deloitte, firma z tzw. wielkiej czwórki. W przypadku sprawozdania za 2017 r., które po wielokrotnym przekładaniu terminu ostatecznie upubliczniono na początku lipca, audytor odstąpił od wydania na jego temat opinii.

Wysoki rachunek za porady

Udało nam się ustalić, że Deloitte, który współpracuje od kilku lat z GetBackiem, był przez niego sowicie wynagradzany nie tylko za pracę biegłego rewidenta, ale również doradztwo podatkowe, prawne czy konsulting. Usługi te świadczyły różne firmy działające pod szyldem Deloitte. W sumie w 2017 r. wystawiły windykatorowi rachunek na blisko 7,4 mln zł brutto. Rok wcześniej spółka za usługi doradztwa prawno-podatkowego i audytorskie zapłaciła wielokrotnie niższą kwotę 1,1 mln zł.

Co Deloitte robił dla GetBacku? Z informacji DGP wynika, że najwięcej zarobił na pracach związanych z wejściem windykatora na warszawską giełdę. Przygotowania do oferty publicznej akcji (IPO) wyceniono łącznie na blisko 5 mln zł.

Firma Deloitte Advisory za usługi doradcze i przeprowadzenie procesu due dilligence w jednym z projektów zarobiła w ubiegłym roku ponad 850 tys. zł Deloitte Doradztwo Podatkowe ponad 390 tys. (w tym są prace związane z debiutem na GPW). Deloitte Legal wystawił faktury na niecałe 50 tys. zł (przygotowania do IPO), a Deloitte Polska na ponad 6 mln zł (badał sprawozdania finansowe spółki w związku z jej wejściem na GPW oraz prowadził standardowe usługi audytorskie). Ostatnie faktury dla Deloitte pochodzą z końca grudnia 2017 r.

W 2016 r. dla GetBacku pracował jedynie Deloitte Polska, który za audyt zarobił 506 tys. zł, i Deloitte Doradztwo Podatkowe, które zainkasowało 607 tys. zł.

Poprosimy o opinię audytora

Pełne wynagrodzenie, które firma Deloitte otrzymała od firmy GetBack, zostało zawarte w jej sprawozdaniu finansowym. Przykładamy dużą wagę do jakości naszej pracy, wydawanych opinii i zachowania pełnej zgodności ze standardami zawodowymi. (...) Zobowiązanie do zachowania poufności informacji dotyczących klientów uniemożliwia nam omawianie realizacji zleceń czy szczegółów zawartych umów – odpisała nam rzecznik Deloitte Ewa Rzeczkowska.

Ze sprawozdania finansowego za ubiegły rok można się dowiedzieć, że na mocy podpisanej w maju 2017 r. umowy Deloitte miał za pracę audytora zarobić w latach 2017–2018 około 1,84 mln zł.

Poprosiliśmy też kilka osób pracujących w największych firmach konsultingowych o komentarz do kwot, jakie płacił GetBack. Nikt nie chciał się wypowiedzieć pod nazwiskiem.

Stawki robią wrażenie, przypominają te z najlepszych lat przed wybuchem kryzysu. Jednak nawet w tamtych czasach byłyby to kwoty z górnych widełek opłat za usługi audytorskie i doradcze, które płaciły największe w Polsce spółki państwowe – mówi nasz rozmówca z jednej z firm tzw. wielkiej czwórki. Zwraca uwagę, że najwyższy rachunek dotyczył procesu wprowadzania GetBacku na GPW, co było jednorazowym zdarzeniem.

Wszyscy wiemy, że spółka sowicie wynagradzała podmioty zaangażowane w wejście na giełdę. Nie można ich oceniać w kategoriach rynkowe–nierynkowe, bo największe firmy są drogie, a stawki negocjuje się indywidualnie – dodaje.

W DGP opisywaliśmy już, że w prospekcie emisyjnym spółka oszacowała, że osiem biur maklerskich, które wprowadzały ją na warszawski parkiet, dostanie wynagrodzenie w przedziale 19–56 mln zł. Kolejne 25 mln zł miał kosztować sam prospekt emisyjny akcji, opłaty prawników, marketing czy spotkania z inwestorami.

Nadzór uczy się na GetBacku

Miesiąc po wybuchu afery GetBacku pracy audytorów związanych ze spółką zaczęła się przyglądać Komisja Nadzoru Audytowego. 22 maja podjęła decyzję o rozpoczęciu „działań nadzorczych”. Nie ujawnia, jakich, bo jest związana ustawą o biegłych rewidentach. Nadzór audytorski ma wkrótce stać się silniejszy.

W Ministerstwie Finansów prowadzone są obecnie analizy nad potrzebą rozszerzenia narzędzi nadzorczych KNA i wzmocnienia nadzoru publicznego nad rynkiem audytorskim – czytamy w odpowiedzi na nasze pytania.

Także szef Komisji Nadzoru Finansowego chce wstrząsnąć biegłymi rewidentami. W rozmowie z DGP sprzed miesiąca ogłosił, że jest za stworzeniem w Polsce białej listy audytorów. Jeśli firma z tej branży będzie chciała się podjąć badania sprawozdań podmiotów na rynku finansowym, musiałaby najpierw uzyskać wpis na taką listę.

Nadzór nie ma inicjatywy legislacyjnej, ale swoje pomysły przekazał do resortu finansów, który zapewnił nas, że analizuje postulat KNF.

Rada nadzorcza zawiodła

Obok pracy Deloitte uwagę zwraca też rola Komitetu Audytu w GetBacku, który jest częścią rady nadzorczej spółki. Do jego zadań należy m.in. monitorowanie oraz opiniowanie sprawozdań finansowych. W okresie, co do którego KNF ma zastrzeżenia i złożyła zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w Komitecie Audytu zasiadali Kenneth William Maynard, Wojciech Łukawski i Alicja Kornasiewicz. Maynard był szefem rady nadzorczej spółki, a po odwołaniu prezesa zarządu Konrada K. został oddelegowany na jego stanowisko. Z obu funkcji zrezygnował 7 maja. Okazało się, że dostał wynagrodzenie ekstra w wysokości ok. 3 mln zł od zarządu windykatora, poza pieniędzmi, jakie pobierał w radzie. Udało nam się ustalić, że to wynagrodzenie za usługi związane z pozyskaniem finansowania dla GetBacku. Nowe władze spółki kwestionują jednak tę umowę i wezwały Maynarda do zwrotu pieniędzy. Jednocześnie sprawa ta jest przedmiotem jednego z doniesień, jakie GetBack złożył do prokuratury.