– Bodziec do pozostania na rynku pracy będzie najsilniejszy dla osób o najniższych zarobkach. Jeśli program obejmie wszystkich, to w przypadku osób o wysokich zarobkach jest możliwe, że dopłaty dostaną ci, którzy i tak pracowaliby dłużej – wskazuje Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA.

No i skoro warunkiem uzyskania świadczenia będą dodatkowe dwa lata pracy, to co z tymi, których pracodawca w międzyczasie zbankrutuje? – Po obniżeniu wieku emerytalnego rząd musi zastanowić się nad rozwiązaniami podnoszącymi efektywny wiek przechodzenia na emeryturę – zastrzega ekspert.

Taka zachęta będzie miała pozytywny wpływ na wysokość emerytur. Ale ma też ułatwić ułożenie budżetu na 2018 r., zmniejszając wydatki emerytalne w momencie, gdy budżet będzie napięty m.in. przez podwyższenie wieku. Jak mówi Jakub Borowski z Crédit Agricole, już teraz niełatwo go spiąć. Napięcia wynikają ze wzrostu popytu na pracę i z dezaktywizacji zawodowej. Dlatego obniżenie wieku następuje w złym momencie z punktu widzenia sytuacji na rynku pracy.

Już w tym roku tylko z powodu obniżenia wieku prawo do emerytury otrzyma dodatkowe 330 tys. osób, oprócz 220 tys., które przejdą na nią zgodnie z obecnymi przepisami. Jak pokazuje doświadczenie ZUS, 18 proc. z nich nie korzysta z emerytury od razu po uzyskaniu prawa do świadczenia. Gdyby dzięki premii doszło do tego jeszcze 15 proc., z pobraniem emerytury poczekałoby łącznie 100 tys. osób. – Ale z rynku pracy i tak ubędzie prawie ćwierć miliona osób. Ten bodziec jest za słaby. Resorty finansów i pracy powinny myśleć nad silniejszymi – podkreśla Borowski.

Premia to tylko jeden z pomysłów, którymi rząd chciałby zachęcić do dłuższej pracy. Innym, o którym wspominał wicepremier Mateusz Morawiecki, byłaby wyższa waloryzacja składki dla osób pracujących po osiągnięciu wieku emerytalnego. Dziś składka na podstawowym koncie emerytalnym jest waloryzowana inaczej niż na subkoncie powstałym po zmianach w OFE. W pierwszym przypadku to suma wskaźnika inflacji i realnego wzrostu składek emerytalnych rok do roku. Drugi jest oparty na nominalnym wzroście PKB. Już ten ostatni sposób jest uważany za hojny, a dodanie kolejnego podwyższyłoby koszty i skomplikowało system. Z tego punktu widzenia premia wydaje się pomysłem prostym i neutralnym dla budżetu.

ZUS szykuje własny system zachęt. Ma on bazować na lepszej informacji dla przyszłych emerytów na temat wysokości ich świadczenia i szans na jego podwyższenie. Każdy rok pracy dłużej to świadczenie wyższe o 7–8 proc. Osoba, której należałaby się emerytura minimalna (dziś 1000 zł), po dodatkowych dwóch latach pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego dostałaby 1114 zł, a po trzech – 1225 zł. Choć już dziś na stronie ZUS jest kalkulator emerytalny, docelowo każdy ubezpieczony ma dostać pełną informację, zanim zdecyduje się przejść na emeryturę.