Najbardziej klarowne cele zmian emerytalnych ma resort pracy. Po pierwsze chce doprowadzić wreszcie do wdrożenia powszechnego systemu wypłat z OFE. Ma na to czas do czerwca przyszłego roku i to jest dla niego priorytetem. Drugi główny cel jest taki, by emerytury zarówno z OFE, jak i z I filaru wypłacał ZUS, nad którym resort sprawuje kontrolę. Realizacja obu celów jest w zasadzie przesądzona. W rządzie i jego otoczeniu panuje konsensus co do tego, że wypłat powinien dokonywać państwowy ubezpieczyciel. Według rządu tak jest prościej i prawdopodobnie taniej.

Dla ZUS wprowadzenie takiego obowiązku nie powinno być kłopotem. No i na wprowadzenie alternatywnego systemu może nie być już czasu. Dlatego realizacja obu głównych celów Ministerstwa Pracy jest w zasadzie pewna. Resort Władysława Kosiniaka-Kamysza ma jeszcze dwa dodatkowe cele. Pierwszy to suwak, czyli stopniowe przesuwanie oszczędności z OFE na konto w ZUS jeszcze przed osiągnięciem wieku emerytalnego przez ubezpieczonego.

Ma to osłabić wpływ wahań rynkowych na ostateczną wysokość emerytury. Z tym pomysłem resort wyszedł już w pierwszej wersji przeglądu emerytalnego. Jego realizacja  choć nie tak pewna - jest w zasięgu Kosiniaka-Kamysza. Ostatni cel: wzmocnienie III filaru, czyli dobrowolnego oszczędzania, wydaje się najmniej prawdopodobny. Wymagałby zapewne wsparcia ulgami, a na to z powodu stanu finansów nie ma miejsca.

Najdalej idące cele ma resort finansów. I będzie je najtrudniej zrealizować. Jego szef Jacek Rostowski wspominał nawet o likwidacji OFE, co jest mało prawdopodobne. Jednak z punktu widzenia resortu im dalej idące zmiany, tym lepiej. Ministerstwo chce radykalnie obniżyć koszty filaru kapitałowego, co ma odciążyć finanse państwa zarówno w długiej, jak i w krótkiej perspektywie.

Zmniejszenie aktywów OFE, zwłaszcza obligacji, ma obniżyć dług publiczny. W tej chwili w portfelu OFE są obligacje warte 7,5 proc. PKB. Inne zmiany mają wpłynąć na zmniejszenie deficytu. Mamy do końca tej dekady wykorzystać 300 mld zł unijnych funduszy, na co trzeba znaleźć współfinansowanie, a do początku przyszłej zejść z długiem do 40 proc. PKB, by były szanse wejścia do strefy euro, więc zmiany w OFE muszą być przeprowadzone - mówi jeden z ekonomistów zbliżonych do rządu. Sytuacja finansów publicznych jest na tyle zła, że alternatywą są podwyżki podatków, co w dwóch wyborczych latach wydaje się nierealne.

Kancelaria i otoczenie premiera, w którym najważniejszą rolę gra Jan Krzysztof Bielecki, starają się oceniać szanse realizacji poszczególnych wariantów pod kątem prawnym, politycznym i nacisków płynących z rynków finansowych. Kancelaria, balansując, szuka wariantów minimalizujących koszty polityczne. Stąd pojawił się opisywany przez nas pomysł specjalnego funduszu w sektorze publicznym, do którego miałyby trafić obligacje z OFE, by zmniejszyć dług.