Dziennik Gazeta Prawana logo

Zakaz handlu w niedziele. Ta ustawa nas wykończyła

15 lutego 2019, 10:53
Ten tekst przeczytasz w 11 minut
handel market zakupy
handel market zakupy/Shutterstock
Prawo ograniczające handel w niedziele weszło w życie rok temu. Miało przywrócić godność pracownikom, wspomóc polski handel w walce o rynek z zagranicznymi sieciami. Dziś jedno jest pewne: przysłużyło się dyskontom i stacjom paliw.

– opowiada Krzysztof Kowalczyk, właściciel sklepu rybnego na warszawskim targowisku. Prowadzi mnie na smutną wycieczkę po okolicy, bo odkąd wprowadzono ustawą zakaz handlu w niedziele, nastroje sprzedawców gwałtownie się pogorszyły.

– odpowiada. Przekonuje, że wcześniej sobota była tym dniem, kiedy stali klienci wpadali na bazarek czy do osiedlowych sklepów. Ustawa zmieniła ich zwyczaje. Teraz w soboty, a nawet już w piątki po pracy, kto może wsiada do auta i jedzie kupować do marketu czy dyskontu. – – rozmyśla. Dziś ma do siebie żal, że zasiedział się w jednym miejscu. Bo prowadzi tu sklep od 12 lat. Nie zmieniał niczego, bo nieźle mu szło. Ciężko, ale starczało, by utrzymać rodzinę. Jednak tak złego czasu, jak przez ostatni rok, nie miał nigdy.

Patenty na przetrwanie

Ustawa, o której mowa, weszła w życie 1 marca 2018 r. Zgodnie z nią w 2019 r. handel będzie dozwolony w jedną niedzielę w miesiącu – ostatnią, w dwie kolejne poprzedzające Boże Narodzenie i jedną przed Wielkanocą. Od 2020 r. zakaz nie będzie obowiązywał jedynie w ostatnią niedzielę stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia każdego kolejnego roku kalendarzowego oraz w dwie kolejne niedziele poprzedzające Boże Narodzenie i w niedzielę poprzedzającą Wielkanoc. Ustawa przewiduje 32 wyłączenia: nie obowiązuje m.in. w cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw, w kwiaciarniach, w sklepach z prasą, kawiarniach. Za złamanie prawa grozi kara od 1 tys. zł do 100 tys. zł, a przy uporczywym łamaniu – ograniczenia wolności. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska zaprzeczała, by trwały jakiekolwiek prace nad złagodzeniem przepisów. – – powiedziała podczas niedawnej konferencji.

Pracownicy handlu nie podzielają jej optymizmu. Skalę strat najlepiej obrazuje zestawienie przygotowane przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców: w okresie obowiązywania ustawy zamknięto niemal 16 tys. małych sklepów. Tygodniowe obroty drobnych handlarzy spadły – według dokumentów przedstawionych przez Biuro Analiz Sejmowych – o 20– 30 proc. W tym czasie udział dyskontów w rynku zwiększył się z 32,4 proc. do 33,2 proc., a sprzedaż na stacjach benzynowych wzrosła o 13 proc.

– mówi pan Krzysztof. – – dodaje.

Podobną walkę o klienta prowadzi od miesięcy Magdalena Kucharska. Ma na obrzeżach Warszawy sklep wielobranżowy. Pierwotnie był sam nabiał, lecz musiała wprowadzić owoce, słodycze i pieczywo, bo traciła kupujących. Wprowadziła też tani towar, choć jeszcze dwa lata temu zarzekała się, że nigdy tego nie zrobi. – – tłumaczy się. Wcześniej w piątki bywało, że stała za ladą do godz. 21. Żal było iść do domu, bo ludzie jeszcze robili zakupy. W soboty ruch był nawet do godz. 15. Teraz w piątki pusto robi się już o godz. 18, a zdarzają się soboty, kiedy mogłaby w ogóle nie otwierać. – – przyznaje. Jeszcze nie dokłada do interesu, ale wynajduje kolejne patenty na przetrwanie – robi kosze na specjalne zamówienia, dostarcza zakupy na telefon. I szuka oszczędności. – .

Po masło na stację

– komentuje Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Pytany jaka, jego zdaniem, jest skala problemu, mówi krótko: ogromna. Jego organizacja kończy właśnie przygotowywać szczegółowy raport na ten temat. – .

– podkreśla Kaźmierczak. Co więc należałoby zrobić? Także u nas zmienić prawo. – – mówi. Proponuje więc, by zamiast ustawy wprowadzić do kodeksu pracy zapis gwarantujący wszystkim dwie niedziele wolne w miesiącu. – – ucina.

– wtóruje Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – .

Juszkiewicz się zgadza, że warto byłoby wprowadzić obligatoryjne dwie wolne niedziele w miesiącu. – – mówi. I cytuje badania zrealizowane przez firmę Maison & Partners, według których 71 proc. osób uważa zakaz handlu za ograniczenie swobody konsumenckiej. – .

Na razie jednak nikt z rządzących nie podejmuje oficjalnie tematu. – – ocenia Kaźmierczak. – – opowiada. Jaki z tego wniosek? Żaden polski sklep nie jest w stanie konkurować z taką ofertą, nie wytrzymają jej też w dłuższej perspektywie hipermarkety. – – mówi.

"Sorry, to Solidaremność"

Piotr Duda, szef Solidarności, która forsowała ustawę, był obecny w Pałacu Prezydenckim podczas jej podpisywania. Mówił: "Na ten dzień czekaliśmy długo, a szczególnie czekali pracownicy w handlu, a jest ich prawie 1,2 mln. To wielki krok w kierunku cywilizacji, gdy chodzi o prawo pracy, gdy chodzi o pracowników, traktowanie ich w sposób podmiotowy, a nie przedmiotowy". Jeśli komuś zakaz handlu miał pomóc, utyskiwała część publicystów, to tylko Dudzie w wygraniu po raz kolejny wyborów na przewodniczącego związku. Na dodatek ich zdaniem ustawa była formą politycznego dealu: zakaz handlu w zamian za poparcie PiS przez związek w wyborach w 2015 r.

Politycy nie przewidzieli jednak tego, że wyborcy zmienią zdanie. A w każdym razie zaczną dostrzegać mankamenty w tak radykalnym postawieniu sprawy. W listopadzie 2017 r. CBOS przeprowadził sondaż – jedno z pytań dotyczyło wprowadzenia zakazu handlu w co drugą niedzielę miesiąca. 43 proc. badanych było przeciwnych takiemu rozwiązaniu, podczas gdy 51 proc. je popierało. Rok później IBRiS zrobił kolejne badania, które pokazały, że całkowity zakaz handlu w niedziele, do którego stopniowo doprowadzi ustawa, popierany jest tylko przez 28 proc. respondentów (19 proc. zdecydowanie, a 9 proc. raczej popiera). A 68 proc. ankietowanych jest na „nie” (w tym 45 proc. zdecydowanie). I, co w tej sytuacji ważne, zniesienie zakazu popiera 42 proc. wyborców PiS. Nie wspominając o 60 proc. zwolenników Koalicji Obywatelskiej, czy 80 proc. osób deklarujących chęć głosowania na PSL.

Sam Piotr Duda, trzeba przyznać – odważnie, przeprowadził w styczniu sondę na swoim facebookowym profilu. Zadał pytanie: "Jak oceniasz funkcjonowanie ograniczenia handlu w 2018 r.?". Odzew był potężny, wypowiedziało się 59 tys. osób. 79 proc. oceniło nowe prawo negatywnie.

Pod sondą pojawiły się mocne wpisy. "Tak to jest, panie Duda, jak się robi coś pod publiczkę i żeby zapewnić sobie przychylność, zamiast zrobić społeczne konsultacje. Ustawa jest kompletnie nieprzemyślana. Preferuje tylko jedną grupę społeczną, kosztem innych". "Jest wiele osób, dla których praca w niedziele w galeriach handlowych stanowiła potężny zastrzyk finansowy, a także dawała w zamian dzień wolny w tygodniu, gdzie mogli pozałatwiać sprawy urzędowe, wizyty w szkołach dzieci czy wiele innych, których pracując w tygodniu od rana do wieczora, zrobić nie mogli". "Spójrz pan w oczy tym sklepikarzom, którzy musieli zamknąć swój rodzinny sklep z powodu zakazu handlu w niedzielę. Zniszczyłeś wiele tysięcy ludzi. Dla mnie to nie Solidarność, tylko Solidaremność. Sorry".

Bunt i chodzenie na L4

Elżbieta Fornalczyk przez lata pracowała w hipermarketach w Tychach. Później zaangażowała się również w działalność związkową, w "Sierpień 80", by, jak mówi, walczyć o prawa takich jak ona. Półtora roku temu mówiła DGP tak: "W niedziele na zakupy przychodzi określony typ klientów. Wytracają czas, rozglądają się, oglądają. Czasem pod krawatem, bo po mszy, po komunii. Szukają prezentu dla dziecka. I się wściekają, bo muszą stać w kolejce. Ci, co przychodzą do sklepu, uważają się za katolików, bo oni nie pracują, dzień święty obchodzą. Ty masz być tu dla mnie – myślą patrząc na nas. Działamy więc jak roboty, pracując kolejny dzień z rzędu. Mimo to słyszymy, że jesteśmy za wolne, że policzyłyśmy za dużo, zważyłyśmy za mało". Fornalczyk przypominała, że kodeks pracy mówi o jednej niedzieli wolnej w miesiącu, ale nie daje prawa do weekendu i soboty. A pracodawcy to wykorzystują.

Rozmawiamy ponownie teraz, gdy nowa ustawa obowiązuje blisko rok. Ta właśnie, o której Piotr Duda mówił, że ma traktować ludzi podmiotowo, nie przedmiotowo. Podstawowe pytanie: czy pracownicom hipermarketów jest lepiej? – – odpowiada Fornalczyk. – .

Sama jednak wskazuje, że jest kilka "ale". – – mówi. I wylicza: w Tychach pada drobny handel. Nie tylko spożywczy, ale również m.in. pasmanteria i odzieżowy, które były koło jej domu od zawsze. Nie wytrzymują też wielkie sklepy. Lokalne Tesco zmniejsza załogę, tłumacząc się wolnymi niedzielami. – .

Zastrzega jednak od razu, że powrót do stanu "sprzed", co proponuje m.in. Nowoczesna, nie załatwi sprawy. – – ostrzega. Boli ją to, że znów, jak poprzednio, nikt nie pyta ludzi o zdanie. –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj