Dziennik Gazeta Prawana logo

Młodzi o pracy w McKorporacjach: Przewalanie widłami g...

22 lutego 2013, 07:24
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
depresja problem praca mężczyzna
depresja problem praca mężczyzna/Shutterstock
Contact center advisor, junior helpdesk, supervisor ds. promocji – nazwy tych stanowisk budzą skojarzenia jasnego biura, ambitnych wyzwań i satysfakcjonującej pracy dla uśmiechniętych ludzi. Jednak z rzeczywistością mają tyle samo wspólnego, ile sceny w reklamach płatków śniadaniowych z prawdziwą rodziną i jej śniadaniem. Bo codzienność to niskie zarobki, stres, brak szans na awans i umowa śmieciowa. A biuro jest ciasne i brzydkie.

Właśnie skończyli studia, mają ambicje, plany, wymagania, jednak rynek pracy je weryfikuje – tak zapowiadany jest serial „Underemployed”, czyli „Niskozatrudnieni”, wyprodukowany w ubiegłym roku przez amerykańską MTV. Historia jest klasyczna: piątka przyjaciół kończy studia i zaczyna dorosłe życie. Zakochują się i odkochują, ktoś ma dziecko, ktoś inny problemy z rodzicami. Podobnych seriali amerykańskie stacje telewizyjne wyprodukowały już dziesiątki. Tym razem jednak opowieść jest inna, bo w życiu młodych bohaterów najważniejsza jest praca.

Pokolenie Biedronki 2.0, czyli jak się pracuje w "gruponach">>>>

Jednak nie jest to przygoda, szybka i imponująca kariera prawnika czy realizacja fascynujących artystycznych projektów. To jest mozolna robota, która po prostu pozwoli się utrzymać. Choćby była poniżej kwalifikacji, choćby niemal za darmo, pełna upokorzeń, ale żeby była.

Fenomenem czasów jest to, że z amerykańskimi bohaterami produkcji MTV równie dobrze mogą się utożsamić widzowie zza oceanu, jak i ci zza historycznej żelaznej kurtyny. Już nie ma przepaści, jaka jeszcze niedawno dzieliła wiodących „easy life” młodych bohaterów z „Beverly Hills 90210” od ich szarych równolatków w Polsce. Okazuje się, że w świecie ciągnącego się piąty rok kryzysu i coraz większego bezrobocia wśród osób z wyższym wykształceniem nawet lukrowane amerykańskie seriale dla nastolatków zaczynają mówić językiem gospodarki, a język ten jest zrozumiały dla wszystkich bez względu na miejsce zamieszkania.

Zarobić i zapomnieć

Niskopłatna, nie wymaga dużych umiejętności, nie daje szans na awans, a do tego cechuje ją zawrotna fluktuacja pracowników, ścisła kontrola kierownictwa i brak perspektyw. Tak Douglas Coupland, autor bestsellerowej „Generacji X. Opowieści na czasy przyśpieszającej kultury”, opisywał McPracę (nawiązując do popularnej sieci fast foodów). Jednak dziś taka praca to nie tylko stanie za barem, sprzedaż hamburgerów w McDonaldzie czy pączków w kawiarni. Zdecydowanie większą grupę stanowią znajdujący się teoretycznie w lepszej sytuacji pracownicy z rozsianych po całym kraju firm outsourcingowych, call center, e-biznesów i korporacji medialnych. To cała rzesza konsultantów call center, sprzedawców, telemarketerów, wprowadzaczy danych do systemu, moderatorów, accountów, copywriterów w serwisach internetowych, reasercherów.

ówi psycholog biznesu Izabela Kielczyk. – dodaje Kielczyk.

Taka jest właśnie obecna posada 28-letniej Joanny, absolwentki germanistyki na Uniwersytecie Łódzkim. – – opowiada germanistka.

Dziewczyna ma duże doświadczenie, zna biegle niemiecki i angielski, nieźle rosyjski. To jednak nie otworzyło jej drogi do międzynarodowej kariery. Jej pierwszym pracodawcą, jeszcze przed obroną, było call center DHL, potem dwa razy była asystentką prezesa (w branży reklamowej i w polskim oddziale niemieckiej firmy), zarządzała administracją i tłumaczeniami przy niemieckiej inwestycji w Łodzi, była kelnerką w Berlinie, a od kilku miesięcy w jednej z warszawskich firm zajmuje się wprowadzaniem danych do systemu. – – wspomina Joanna. Jednak do tej pory jej sytuacja na rynku pracy niewiele się zmieniła.

Podobnie o swojej McKorporacji, czyli dużej warszawskiej firmie outsourcingowej oferującej usługi finansowe, mówi 26-letnia Karolina, absolwentka stosunków międzynarodowych. Była na stażu w Brukseli, u jednej z łódzkich posłanek, chce specjalizować się w gospodarce Azji, uczy się chińskiego i robi doktorat. Ambitna, wykształcona i z doświadczeniem. I co z tego? Na razie karierę robi w firmie, którą sama pieszczotliwie nazywa kopalnią. – – mówi dziewczyna. Ale i tak nie jest w takiej złej sytuacji. Zarabia trzy tysiące złotych miesięcznie i – co rzadko się zdarza – ma etat. Joanna pracuje tylko na umowie-zleceniu i właśnie śmieciówki to najczęstszy rodzaj umowy, jaki dostają pracownicy McKorporacji.

Pedagog na infolinii

Termin „niskozatrudnieni” coraz częściej pojawia się w poważnych analizach rynku edukacji i pracy. Dosyć szeroko kategorię tę traktuje Eurostat. Jego ostatnie dane dla Europy za III kw. 2012 r. mówią o 3,7 proc. wszystkich pełnoletnich pracowników określonych właśnie jako „underemployed”. Jednak te statystyki nie oddają rozmiarów problemu. Obejmują tylko „part-time workers”, czyli albo pracujących na część etatu, albo na śmieciówkach. W ciągu roku przybyło ich w Unii 0,2 pkt proc. Blisko co trzecia z tych osób ma wyższe wykształcenie.

Za niskozatrudnionych należałoby jednak uważać raczej tych, którzy pracują, gdziekolwiek się da, bo nie znaleźli pracy zgodnej z wyuczonym zawodem. W analizie przygotowanej dwa lata temu na zlecenie KPRM „Młodzi 2011” termin „niskozatrudnieni” jeszcze się nie pojawiał, ale ludzie, którzy do niego pasują, zostali zauważeni. – mówi socjolog prof. Krystyna Szafraniec, która była głównym redaktorem analizy. W dzisiejszych warunkach, gdy bezrobocie wśród absolwentów wynosi ponad 28 proc., oznaczałoby to, że szacunkowo co piąty młody to właśnie „underemployed”. To oznacza, że kilkaset tysięcy Polaków pracuje sporo poniżej własnych kwalifikacji: w usługach, handlu, pseudo – korporacjach, czasem jako pracownicy fizyczni czy na trwających latami praktykach i stażach.

– tłumaczy Krystyna Szafraniec.

I rzeczywiście – jeden z doradców zawodowych pytany niedawno przez nas o to, co mogą robić pedagodzy, gdy pula miejsc pracy dla nauczycieli kurczy się coraz bardziej, stwierdził, że jedyne, co może im zaoferować, to właśnie call center.

Politologia? Tylko nie to, głupcze!

Pewnie takie samo zajęcie doradca znalazłby młodym politologom, bo jak to brutalnie określił kiedyś premier Donald Tusk – w odróżnieniu od poszukiwanych na rynku spawaczy, na politologów nikt z pracą nie czeka. Doskonale przekonała się o tym 28-letnia Anna, absolwentka nauk politycznych jednego z największych w Polsce uniwersytetów. Dziewczynie marzy się dziennikarstwo, ale na razie zamiast pisać, pracuje na słuchawce i nagania klientów.

– przyznaje.

Jeszcze na studiach Anna pracowała w kinie, potem wylądowała w firmie sprzedającej Cyfrowy Polsat jako handlowiec. Odeszła po tym, jak wyszło na jaw, że jej współpracownicy naciągają klientów i oszukują pracodawcę, podpisując umowy na podstawione osoby albo sprzedając pakiety dłużnikom (wedle wymagań firmy osoby widniejące w Krajowym Rejestrze Długów nie powinny być w ogóle brane pod uwagę).– wspomina.

Wtedy pracowała na śmieciówce i zarabiała do 3 tys. zł. –– mówi Ania. Teraz, uwzględniając prowizje, w najlepszym wypadku zgarnia 2 tys. zł na rękę. Ale twierdzi, że i tak jest szczęściarą, bo ma etat i trafiła na odpowiedni team. A nie wszyscy pracownicy jej firmy mają tak dobrze, bo Eniro ma fatalną opinię. W sieci aż roi się od opisów mobbingu i skrajnego wykorzystywania pracowników. Ania przyznaje, że z kulturą pracy bywają problemy. –– cytuje jednego z przełożonych.

Jej koledzy i koleżanki z oddziału to przeważnie młodzi ludzie, do 30–35 lat. Większość z nich obowiązuje dzienna norma, czyli jedna zawarta umowa o wartości 600 zł netto i co najmniej dwie godziny rozmów na słuchawce. Nie zawsze jest łatwo wyrobić limit. – – mówi Ania.

Możliwości awansu? Teoretycznie są. Na specjalistę ds. telesprzedaży, który ma po prostu większe normy do wyrobienia, ale i lepszy materiał do obsługi, bo nie dostaje niezadowolonych klientów, którzy zgłosili, że nie chcą przedłużać umowy. Na sprzedawcę VIP, menedżera i supervisora. Ania właśnie bierze udział w konkursie na menedżera i stara się dostrzegać pozytywne strony swojej pracy. – Na przykład jeden z moich klientów, szewc, naprawia mi buty – mówi. Ale gdy cofa się pamięcią do pierwszych dni w call center, traci humor. –– wspomina.

McMedia

Ani Ania, ani wielu jej kolegów, którzy tak jak ona marzą o pracy w mediach, nie zdaje sobie sprawy, że szklane wieżowce i widziane w telewizji supernowoczesne studia telewizyjne to również nic innego jak McKorporacje. Bo produkcja newsów niewiele różni się od pracy przy fabrycznej taśmie. Szeregowi pracownicy koncernów medialnych, portali internetowych, dużych telewizji – poza grupą prezenterów, którzy występują na wizji, i publicystów na eksponowanych stanowiskach – to niskopłatni mediaworkerzy od brudnej i nudnej roboty. Wykonują setki telefonów, zbierają dane statystyczne, szukają bohaterów do materiałów dziennikarskich czy metodą kopiuj – wklej publikują na portalach artykuły Polskiej Agencji Prasowej. –– mówi 29-letni Karol, redaktor, który rozstał się z TVN 24.

Nazwisk takich pracowników nie zamieszcza się w stopce redakcyjnej. Pracują na śmieciówkach, więc można się z nimi pożegnać z dnia na dzień, bez konsekwencji. Tak kilka miesięcy temu zrobił właśnie TVN 24 – jedną decyzją pozbył się całego działu dokumentacji i analiz. Ta kilkunastoosobowa redakcja zajmowała się zbieraniem informacji do programów na żywo czy przygotowywaniem kalendariów wydarzeń. –– wspomina Karol. –

Gdy kraj zalała wielka woda, ludzie z działu analiz dzień i noc dyżurowali, żeby zebrać najświeższe informacje o stratach. – opowiada nasz rozmówca. W 10-osobowej redakcji zatrudniano nie tylko ludzi po studiach, dwie osoby miały otwarte przewody doktorskie, a większość mogła się wykazać bogatym doświadczeniem dziennikarskim. Ambicje musieli jednak schować do kieszeni. W dodatku tylko dwóch pracowników doczekało się etatów. mówi Karol. Rzecznik TVN Karol Smoląg nie chciał komentować anonimowej historii byłego pracownika stacji.

Nie ugrząźć

Sęk w tym, że dla wielu młodych ludzi taka praca wcale nie jest zajęciem tymczasowym. – Z– mówi psycholog Izabela Kielczyk. – Wówczas młodzi jeszcze ludzie popadają w marazm i na lata zakopują się w takich miejscach, tłumacząc się sami przed sobą, że przecież tu coś zarabiają, że jest ciężko na rynku, że mają za słabe doświadczenie i nikt inny ich nie zatrudni. Albo zbierają się w sobie i szukają innej, czasem jakiejkolwiek pracy, byle by nie zagrzebać się w takim niestwarzającym żadnych szans miejscu.

Wspomniana germanistka Joanna mówi, że w call center, gdzie pracowała zaraz po studiach, wielu jej kolegów zostało do dziś. – opowiada Joanna.

Żadnego z naszych rozmówców nie dziwi historia 30-letniego Marka, absolwenta Uniwersytetu Łódzkiego i przyszłego doktora, który kurczowo trzymał się pracy specjalisty od zarządzania stroną internetową Empiku. I to mimo że praca była niskopłatna, a Łukasz musiał codziennie dojeżdżać z Łodzi do Warszawy. Nie zrezygnował, dopóki nie postawiono go pod ścianą. Kiedy poprosił o możliwość pracy na cztery piąte etatu, tak by miał jeden dzień w tygodniu na skończenie doktoratu, usłyszał „nie”. Wtedy odszedł.

To jednak wyjątek, bo młodzi bardzo często przestraszeni trudną sytuacją na rynku na lata zakopują się w pracy, z której nie są zadowoleni. 26-letnia Ewelina, absolwentka socjologii, od trzech lat tkwi w jednej z agencji badania opinii. – Awansowałam ze zwykłego ankietera na kierownika działu, ale co z tego? Na nic więcej nie mam praktycznie szans – opowiada. – – dodaje rozgoryczona, bo choć teoretycznie wspięła się szczebelek wyżej i ma w tytule niższe stanowisko menedżerskie, dostała 500 zł podwyżki i koordynuje pracę kilkunastu pracowników, to sięgnęła sufitu. Zarabia 3,3 tys. zł, z tego ponad tysiąc płaci za wynajem mieszkania w Warszawie. – – dodaje Ewelina.

Eksperci nie mają wątpliwości: dopóki McPraca jest pierwszą pracą lub przejściową w czasie poszukiwania lepszego zajęcia zapewniającego rozwój, nie jest to złe wyjście. – Uczy młodych rygoru, działania w zespole, z przełożonymi i jest co ważne źródłem zarobku – wylicza prof. Szafraniec, która uważa, że nie można całkiem dyskredytować McKorporacji. – Gorzej, gdy z pracy tymczasowej staje się wieloletnim czy wręcz już stałym zajęciem. Ale niestety w sytuacji, gdy podaż osób z danym wykształceniem jest znacznie większa niż popyt na ich pracę, a do tego duża ich część nie ma innych kompetencji zawodowych, inne opcje zawodowe mogą się stać niemal niedostępne – dodaje socjolog.

Jedyną ucieczką z kieratu McKorporacji dla młodych niskozatrudnionych stają się własne firmy. Germanistka Joanna i Karol eksredaktor z TVN 24 właśnie je zakładają. – – podsumowuje Kielczyk, psycholog biznesu.

Imiona bohaterów zostały zmienione





Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj