Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie kłam w CV, bo nie znajdziesz pracy

4 października 2010, 11:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rząd chce ułatwić pracodawcom zwolnienia pracowników
Rząd chce ułatwić pracodawcom zwolnienia pracowników/Inne
Sprawdzą serwisy społecznościowe, kartoteki przestępców, czy też bazy danych uczelni. Wszystko po to, by tylko firma nie zatrudniła człowieka, który nakłamał w życiorysie. Koncerny wolą bowiem zapłacić, niż mieć potem problemy z pracownikami.

Jako pierwsza na polskim rynku weryfikację CV wprowadziła w 2006 r. międzynarodowa firma Kroll Background Screening. Najpierw pracowała głównie dla zagranicznych zleceniodawców. Dopiero po jakimś czasie na weryfikację kandydatów zaczęły decydować się też polskie przedsiębiorstwa.

Kroll jest dziś największy na tym rynku. Jednak po piętach depczą mu polski oddział World Check oraz polskie przedsiębiorstwa. Warszawska IBBC Group działa od 2006 roku, a katowickie Veri i warszawski Bigram od roku. Co miesiąc sprawdzają łącznie ok. 2 – 3 tysięcy CV.

Sprawdzą twoją historię

Śledzą aktywność kandydata w sieci, węszą wśród znajomych, przepytują poprzednich pracodawców – to są sposoby ich działania. Firmy sprawdzające kandydatów do pracy sięgają po metody bliższe agentom wywiadu niż zwykłym konsultantom ds. rekrutacji. Wszystko dlatego, że już nawet jeden na trzy składane życiorysy jest wymyślany.

Podstawowym pakietem oferowanym przez wywiadownie jest sprawdzenie autentyczności wykształcenia, doświadczenia zawodowego pięć lat wstecz i tego, czy kandydat przypadkiem nie jest umieszczony na którejś z list podwyższonego ryzyka (listy gończe FBI, listy poszukiwanych terrorystów). To kosztuje zaledwie kilkadziesiąt złotych od osoby.

"Górnych widełek praktycznie nie ma. Co miesiąc zdarza się nam kilka zleceń polegających na sprawdzeniu przeszłości kandydatów na prezesów, członków zarządu. Tu już kontroluje się przeszłość kilkanaście lat wstecz, pracę za granicą, opinie nie tylko współpracowników, lecz także konkurentów. Sprawdza się, czy taka osoba nie miała zatargów z prawem. Koszt? Co najmniej kilka tysięcy złotych" - opowiada Bartosz Pastuszka, szef IBBC Group.

"Bankowość, finanse i farmacja – to w tych branżach kontrolowanie kandydatów jest już normą, i to na coraz niższych stanowiskach, bo pracownicy są w nich dopuszczani do coraz większych kompetencji" - przyznaje Szymon Podrzycki z Veri.

Kryzys zaufania

Boom na background screening zaczął się z początkiem kryzysu. "W pracodawcach obudziło się przekonanie, że lepiej zainwestować w naszą pracę, niż zatrudnić człowieka, który w najlepszym przypadku skłamał w życiorysie i nie ma wystarczających kompetencji , a w najgorszym działałby na niekorzyść firmy" - opowiada Pastuszka z IBBC. Ekspert ds. rynku pracy z PKPP Lewiatan Jeremi Mordasewicz przekonuje, że koszty wyszukania dobrego pracownika są coraz wyższe. Nic dziwnego więc, że pracodawcy wolą już na etapie selekcji odsiać tych, którzy nie nadają się na dane stanowisko.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj