"Kanclerz Olaf Scholz zwyciężył: jego gabinet nie zabronił wejścia chińskiego państwowego przedsiębiorstwa żeglugowego Cosco do spółki operacyjnej terminalu kontenerowego w porcie w Hamburgu. Oznacza to, że chińska firma żeglugowa może przejąć 24,9 proc. akcji" - pisze dziennik "Bild", który rozmawiał o tej decyzji z ekspertem ds. Chin Joachimem Krause, dyrektorem Instytutu Polityki Bezpieczeństwa na Uniwersytecie w Kilonii.

Reklama

Wbrew woli i radom

Kanclerz przepchnął umowę portową z Chinami wbrew radom i woli wszystkich zaangażowanych ministrów i władz. Brzmi jak za czasów "basta-kanclerza" i przyjaciela Rosji Gerharda Schroedera, zauważa gazeta. - Takie działanie kanclerza jest bezprecedensowe. Zawarcie tak problematycznej umowy wbrew wszelkim radom i ryzykowanie, że FDP i Zieloni poważnie podniosą kwestię koalicji, nie zdarzyło się nigdy wcześniej - przyznał Krause.

Zapytany, czy Scholz wobec Chin powtarza teraz błędy Schroedera i Merkel w odniesieniu do polityki Rosji, Krause stwierdził, że "przez 25 lat nasza polityka zagraniczna i nasza polityka obronna były w rozsypce: nieprzyjazne dla Europy, nieprzyjazne dla sojuszu i uległe Rosji i Chinom. Teraz Scholz (...) jeszcze pogarsza sytuację, mimo że miał być punkt zwrotny".

Reklama

"Fatalne uwikłanie"

Ekspert w rozmowie z "Bild" zwrócił uwagę, że w ciągu ostatnich 25 lat Niemcy pozwoliły sobie na fatalne uwikłanie najpierw z Rosją, a potem z Chinami, co "doprowadziło do uzależnienia od rządów, które militarnie zagrażają swoim sąsiadom. Konsekwencje widzimy na Ukrainie. Częściowo odpowiedzialny za to był również Scholz. Dziś powtarza błąd wobec Chin, a w innych dziedzinach Scholz izoluje nas w Europie".

- W Europie Wschodniej jesteśmy na dnie, bo nie pomagamy Ukrainie czołgami w wojnie, za którą częściowo winę ponosi nasza polityka zagraniczna. W Europie spotykamy się z rosnącą nieufnością zarówno ze strony małych, jak i dużych państw, i to nie tylko z powodu naszego zbliżenia z Chinami i Rosją. USA od dłuższego czasu kręci głową - podkreślił Krause.

Kanclerz odrzucił propozycję prezydenta Macrona, by w przyszłym tygodniu wspólnie polecieć do Pekinu, zwrócił uwagę "Bild". Zdaniem szefa Instytutu Polityki Bezpieczeństwa, "relacje między Berlinem a Paryżem wydają się być na najniższym poziomie". Rząd federalny "najwyraźniej działa bez konsultacji z Francją w wielu obszarach, takich jak projekty zbrojeniowe i kwestia cen gazu. A jeśli chodzi o Chiny, Scholz nie tylko oszukuje Macrona, ale izoluje się na całym Zachodzie. Teraz nie jest czas, aby jechać do Pekinu i robić tam interesy, ale potrzebna jest wspólna polityka zachodniej wspólnoty państw przeciwko Chinom, które stają się coraz bardziej totalitarne wewnętrznie i agresywnie zewnętrzne".

Z Berlina Berenika Lemańczyk