Zgodnie z życzeniem Alaksandra Łukaszenki białoruskie władze wycofują się z apeli o noszenie masek w miejscach publicznych. We wtorek informacje o obowiązku zasłaniania nosa i ust zniknęły z komunikacji miejskiej w Mińsku. I to pomimo tego, że nawet według oficjalnych, kwestionowanych danych sytuacja na Białorusi jest najgorsza od początku pandemii. Tymczasem w ubiegłym roku lekceważące podejście władz do COVID-19 było jednym z czynników katalizujących antyłukaszenkowskie protesty.
– – potwierdziła portalowi Onliner.by rzeczniczka przedsiębiorstwa Minsktrans Alena Hramyka. Podobny los spotkał komunikaty głosowe, w których przypominano pasażerom o maseczkach. Przekaz władz w najjaśniejszy sposób opisał komentator państwowej telewizji Ihar Tur. "Zdaje się, że Alaksandr Łukaszenka właśnie zlikwidował kary za nienoszenie masek. Są plusy dyktatury: szast-prast i nieprawidłowa decyzja przestaje obowiązywać. Szczepić się trzeba. I noście, proszę, maski. Ale wysyłać milicję do łowienia tych, którzy chodzą bez maski, to przesada. Nie jesteśmy przecież Zachodem, jesteśmy normalni" – napisał.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
