Prezes NBP zaznaczył, że podwyżka stóp procentowych o 40 pkt, o której w środę zadecydowała Rada Polityki Pieniężnej, jest bardzo duża, prawie trzy razy większa niż ta, którą - jak mówił - "w listopadzie (...) przewidywał rynek". Zaznaczył, że teraz NBP będzie się przyglądać dłuższy czas jaki jest efekt tej podwyżki i w swoim czasie będzie podejmować stosowne decyzje.

Reklama

Wskazał, że cieszyłby się, gdyby taka operacja była jednorazowa, lub koniunktura w Polsce tak wystrzeliła, że trzeba by było ją schładzać. Podkreślił, że NBP jest odpowiedzialny za to, by wzrost gospodarczy w Polsce był stabilny i zrównoważony. - Zależy nam na tym, żeby w ciągu 20 lat stać się krajem zamożnym, bogatym, gdzie rodziny będą żyły naprawdę na wysokim poziomie, takim jak na Zachodzie - powiedział. Wskazał jednak, że utrudnień jest dużo, a jednym z nich jest czekające nas przekształcenie energetyczne.

Mówił - podkreślając, że to jest jego osobiste zdanie, a nie szefa NBP, że - o ile Unia Europejska chciałaby nam pomóc w transformacji - to zamiast "środków na ścieżki rowerowe", powinna przekazać pieniądze np. Francji, która wybudowałaby nam elektrownie atomowe, dostarczające czystej energii.

"Taki złoty jest OK dla naszej gospodarki"

- Obecny kurs złotego do euro jest dobry - ocenił Glapiński, dodając, że bank centralny nie działa, by zmieniać kurs polskiej waluty. Prezes NBP pytany był o ocenę obecnego kursu złotego wobec euro oraz o to, czy NBP gra na osłabienie polskiej waluty wobec euro.

- Taki złoty, jak jest teraz, jest OK dla naszej gospodarki. Pewna skala wahań polskiej gospodarce nie szkodzi - powiedział Adam Glapiński, dodając, że polska gospodarka jest silna. - Tak jak jest, czyli wolny całkowicie kurs, w tej chwili on się kształtuje całkowicie swobodnie na rynku. Polska gospodarka jest taka, że ten kurs jest dobry i sobie z nim dajemy radę - podkreślił. Wskazał, że wysoki kurs złotego sprzyja importerom, a niski eksporterom, ale chodzi o to, by kurs był korzystny dla całej gospodarki.

Reklama

- Nigdy nie działamy, żeby zmienić kurs. Działamy, jeśli inne czynniki powodują, że kurs się szybko zmienia, żeby spowolnić tę zmianę, ale nie odwrócić - powiedział. Dodał, że chodzi o to, by "rynek zdążył się dostosować do nowego kursu, który ustali rynek, a nie NBP".

- Narodowy Bank Polski nie prowadzi żadnej polityki, żeby osłabić złotego. Nie prowadzi też, żeby wzmacniać. Natomiast czasami ostrzegamy, np. że kurs rośnie i to może być niekorzystne dla przedsiębiorstw eksportowych. I wtedy interweniujemy, żeby spowolnić ten proces - podkreślił Glapiński. Dodał, że bank centralny interweniuje również, by zastopować czysto spekulacyjne operacje w tej dziedzinie.

"Arsenał" NBP

- NBP ma w arsenale interwencje walutowe, gdyby na skutek podwyższenia stóp kurs złotego gwałtownie się zmieniał, aby ten ruch spowolnić - mówił Glapiński. - My interwencje też sobie zostawiamy pod ręką, gdyby na skutek naszej decyzji dotyczącej zacieśnienia, wycofania akomodacji, podwyższenia stóp, na przykład jakieś nerwowe ruchy były na złotym, gdyby kurs złotego gwałtownie się zmieniał; to pozostawiamy sobie do dyspozycji jakieś działania, żeby ten ruch spowolnić - powiedział Glapiński.

Dodał, że program skupu aktywów, dla tych którzy uważnie obserwowali kolejne aukcje, jakby wygasł już jakiś czas temu. - Na ostatniej aukcji zakupiliśmy chyba za 1,8 mld zł, na poprzedniej był to 1 mld zł, czy niewiele więcej. Jak porównamy to z poziomami, które były w momencie uruchomienia, to widać, że jest to właściwie nic. Po prostu podaż zanikła - podkreślił.

Zaznaczył jednak, że NBP pozostawia sobie ten instrument w swoim arsenale. Dodał, że planowana na 13 października aukcja się odbędzie, choć "nie spodziewa się, aby był na niej jakiś obrót".

Inflacja? "Do końca roku wskaźnik w okolicy 6 proc."

- Przewidujemy, że do końca roku wskaźnik inflacji może być w okolicach 6 proc. - zapowiedział prezes NBP. Prezes NBP podkreślił, że Rada Polityki Pieniężnej będzie nadal na bieżąco reagowała na napływające informacje dotyczące kształtowania się koniunktury oraz inflacji.

- Inflacja ma przyczyny zewnętrzne, podażowe i niezależne. Jeśli ta inflacja będzie się utrzymywała wysoko - co zakładamy, że tak będzie - i jeśli koniunktura będzie się utrzymywała na bardzo wysokich obrotach, co też zakładamy, to tworzy oczywiście razem sytuację dla każdego ekonomisty oczywistą - utrwalenia się szoków cenowych, przeniesienie się ich do sfery popytu, czego jeszcze nie ma - powiedział prezes Narodowego Banku Polskiego.

- Im dłużej się będzie utrzymywał podwyższony poziom inflacji, wynikający z czynników zewnętrznych, podażowych, szokowych, tym większe jest prawdopodobieństwo, że w następnych kwartałach w średnim okresie, który nas interesuje jako cel inflacyjny, to się utrwali w nawykach, w oczekiwaniach, a nawet w efektach drugiej rundy - dodał prezes.

Przyznał, że "nie ma na razie żadnych efektów drugiej rundy, nie ma spirali cenowo-płacowej". - Ale im dłużej będzie się utrzymywał wysoki poziom inflacji, tym bardziej jest prawdopodobne, że w średnim okresie się pojawi - dodał.