Dziennik Gazeta Prawana logo

Matka afer III RP. FOZZ dostał dotację, pieniądze przelano do rajów podatkowych

4 lipca 2021, 14:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dolary
<p>Dolary</p>/ShutterStock
Polskiej transformacji ustrojowej towarzyszyło mnóstwo afer, lecz w żadnej nie zniknęło bez śladu tyle milionów dolarów jak podczas krótkich dziejów FOZZ. I w żadnej nie było tylu zagadkowych zgonów

Pierwszy milion trzeba ukraść – miał odpowiedzieć John D. Rockefeller zapytany o to, jak zostać właścicielem wielkiej fortuny. Spostrzeżenie najbogatszego człowieka swojej epoki stało się niezwykle aktualne wiek później nad Wisłą. Upadek komunizmu i otwarcie na gospodarkę wolnorynkową uczyniły Polskę w 1989 r. państwem oferującym, jak Ameryka stulecie wcześniej, wprost nieograniczone możliwości ludziom, którzy potrafili z nich skorzystać. Także zdolności do egzekwowania prawa bardzo przypominały realia Dzikiego Zachodu. To powodowało, iż chcących ukraść swój pierwszy milion nie brakowało. Najbardziej obrotni i zdeterminowani szybko udowodnili, że to tylko skromny początek.

Ojcowie matki wszystkich afer

„Statut (Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – aut.) daje tyle możliwości, że gdyby rzeczywiście powierzono mi jej (instytucji – aut.) prowadzenie, przy odrobinie szczęścia mógłbym «wydusić» z polskiego długu dodatkowo ok. 500 mln dol. rocznie. Warunki: niekonwencjonalne działania, dobry zespół specjalistów. Uzyskałem wstępnie zgodę i zacząłem się do sprawy przygotowywać” – tak reklamował się w lutym 1989 r. w notatce skierowanej do szefostwa Zarządu II Sztabu Generalnego WP Grzegorz Żemek. Kooperację z wywiadem wojskowym PRL rozpoczął już 14 marca 1972 r., gdy w kawiarni Nowy Świat podpisał przedłożone mu zobowiązanie do dobrowolnej współpracy. „Pomimo młodego wieku rokuje nadzieje na dobrego współpracownika. Zna dobrze cztery języki (ma w tym kierunku specjalne uzdolnienia) oraz posiada należyte przygotowania fachowe” – zachwalał Żemka sześć dni wcześniej w swym raporcie oficer Zarządu II ppłk Zdzisław Nowak.

Współpraca okazała się bardzo korzystna dla obu stron. Grzegorz Żemek, absolwent warszawskiej Szkoły Głównej Planowania i Statystki, piął się po szczeblach kariery, mogąc pochwalić się m.in. funkcją zastępcy attaché handlowego w Brukseli, a od 1983 r. posadą zastępcy dyrektora Banku Handlowego International w Luksemburgu. Placówka ta była własnością państwowego Banku Handlowego z siedzibą w Warszawie i zajmowała się kredytowaniem polskiego eksportu. Doświadczenie zawodowe Żemka oraz operatywność sprawiały, że kierownictwo partyjne oraz szef Zarządu II Sztabu Generalnego gen. Roman Misztal widzieli w nim specjalistę od międzynarodowych rynków finansowych. Taka osoba idealnie pasowała do wielowarstwowej układanki – powoływanego do życia Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.

W latach 80. redukcję zadłużenia przez podstawione firmy doskonaliły kraje Ameryki Południowej. Ten sposób miał jeszcze jedną zaletę: dawał członkom skorumpowanych reżimów olbrzymie pole do malwersacji

Jego narodziny nastąpiły w nadzwyczajnym pośpiechu. Na początku lutego 1989 r. Żemek uczestniczył w dyskretnych naradach, jakie prowadzili oficerowie wywiadu PRL, członkowie kierownictwa PZPR oraz urzędnicy Ministerstwa Finansów. Właśnie zaczynały się negocjacje przy Okrągłym Stole. Każdy czuł, iż nadciągają wielkie zmiany, lecz nikt nie potrafił określić ich ostatecznego kierunku. Tak czy inaczej należało się do nich przygotować. Dobrym pretekstem okazał się rosnący za sprawą naliczania odsetek dług zagraniczny. Jako że Polska na początku lat 80. utraciła finansowe zdolności do regularnego spłacania rat, kredytodawcy wystawiali zaległe wierzytelności na sprzedaż. Jeden dolar polskiego zadłużenia kosztował czasami marne 17 centów, acz średnia cena oscylowała w okolicach 30 centów. Jednak sam dłużnik nie miał prawa skorzystać z promocyjnych ofert. No, chyba że potrafił zorganizować wykupienie swoich należności za pośrednictwem słupa, czyli podstawionej „niezależnej instytucji finansowej”. W latach 80. ten nielegalny sposób redukowania zadłużenia doskonaliły stale balansujące na krawędzi bankructwa kraje Ameryki Południowej. Pomysł miał jeszcze jedną zaletę: dawał członkom skorumpowanych reżimów olbrzymie pole do malwersowania funduszy pochodzących z budżetu państwa.

W PRL twarzą przedsięwzięcia zostali Andrzej Wróblewski, minister finansów w rządzie Mieczysława F. Rakowskiego, oraz jego zastępca Janusz Sawicki, notabene po godzinach pracy również współpracownik wywiadu wojskowego. To oni wzięli na siebie rolę... 

CZYTAJ WIĘCEJ w WEEKENDOWYM MAGAZYNIE DGP >>> 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj